Odwiedziłem kiedyś twoje miasto.
I nie spodobało mi się to miejsce.
Usiadłem na parkowej ławeczce i nie mogłem się nadziwić.
Miałem chwilę czasu, więc postanowiłem pomyśleć.
Wy tego nie zrozumiecie, bo wasze myślenie wyceniono.
Za moje myślenie nikt mi nie zapłaci.
Mam więc nad wami poważną przewagę.
A zatem, zanim popadnę w depresję, postaram się dojść do jakichś wniosków.
Przede wszystkim martwi mnie ta ogromna biała plama unosząca się nad waszymi głowami.
Powiedzcie, czy widzicie sens nocnego wpatrywania się w niebo?
Nie?
(Tak właśnie myślałem!)
I teraz już jestem pewien, że ta wielka matowa przestrzeń nad waszymi głowami jest złodziejem.
Ona, mimo comiesięcznych wpłat na wasze konta, kradnie wam to, co najważniejsze:
Wasz czas.
Ale to nie wszystko.
Niska cena waszych powinności.
Niska wycena energii wysysanej z was bezkarnie,
powoduje, że z dnia na dzień jesteście słabsi,
a wielka matowa przestrzeń pęcznieje.
Bo ona jest jak rak,
pragnie byście jej nie zauważali,
pragnie rosnąć i nabudowywać się po horyzont.

Jestem jednak w pełni świadom,
że moja pobieżna obserwacja jest z gruntu niepełna.

Po prostu, z perspektywy parkowej ławeczki
trudno mi dostrzec dokąd tak naprawdę zmierza Pan Elon Musk…