RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Month: lipiec 2025

SZNYTKA CHLEBA.

Stryj Marceli miał dar czynienia elitarnym wszystkiego, co jemu samemu przypadło do gustu.

-Po prostu nie znoszę, gdy ktoś na sznytkę chleba mówi „skibka chleba”! – perorował wzburzony krewniak. – A już najgorzej, jak ktoś na sznytkę powie… „kawałek chleba”! Wyobrażasz to sobie?! Jaki kawałek?! Co to jest kawałek?! Przecież to może być połowa chleba, albo jedna trzecia, albo ćwiartka, albo i kromka! No po prostu nie wiadomo o co chodzi… Zwyczajna makabra! – i po tym podsumowaniu, Stryjek nagle odmienił ton z zagniewanego, na całkiem już spokojny:

-To… ile chcesz tych sznytek do szkoły? – zapytał zatroskany.

-Tak z cztery, stryjku – odpowiedział Robcio.

-Dobrze, to zrobię ci sześć. Żebyś mi tam w tej szkole nie chodził głodny. Posmaruję ci smaluszkiem i posypię grubą solą. A kiszony ogórek i kiełbasę dostaniesz w całości. I masz mi to na przerwie zjeść! – zawołał stryjaszek.

-A nie mogą być pokrojone? – spytał Robcio błagalnym tonem.

-Absolutnie nie! – zakrzyknął Stryj Marceli. – Szlachcic i obywatel, gdy je, to wie co je, a nie tam coś… jak jaka miazga… takie posiekane!

-No dobrze, skoro szlachcic i obywatel tak je, to dobrze… – zgodził się Robcio z rezygnacją.

-No chyba, że jesteś z czworoków?! – zapytał stryjek zadziornie.

-Nie no… Nie jestem z „czworoków”… – odpowiedział Robcio.

-Właśnie! Zjesz więc ogóra i kiołbę w całości! – podsumował Stryjek i zapakował wszystko chłopcu do tornistra.
Robcio poszedł do szkoły, a gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, chcąc być posłusznym nakazom Stryjka, karnie wyjął kiszonego ogóra i kiełbasę z torby. Wziął je zręcznie między palce i ze smakiem zajadał.
I wtedy stał się cud nieziemski, bo jedzącego Robcia, zobaczyła nauczycielka i przy wszystkich kumplach, pełnym głosem powiedziała:

-Zobaczcie jak Robert zdrowo się odżywia! Kiszony ogórek w całości, to samo zdrowie i witaminy! To ważne, szczególnie teraz w zimie. Patrzcie i bierzcie z niego przykład! – obwieściła nauczycielka, a Robcio poczuł się jak w niebie.
Chłopczyk był przeszczęśliwy, bo w jego małej główce posklejało się wszystko to, co mówił stryjek o „szlachectwie i obywatelstwie”, z tym co powiedziała nauczycielka.
Dziś natomiast, gdy mały Robcio stał się już całkiem dużym Robertem, utracił pewność co do tego, czy rzeczywiście stryjkowe metody zachęcania do zdrowego odżywiania, połączone z wymachiwaniem herbowymi odwołaniami, miały aż tak jednoznacznie pozytywne uzasadnienie… 🙂
No cóż… Jednak taki już właśnie był… Ukochany Stryj Marceli.
*
Więcej opowieści o przygodach „Robcia z Wiosny Ludów” znajdą Państwo w zbiorze opowiadań pt.: DOMOWE DEMONY.
ZAPRASZAM DO ZAKUPU EBOOK’A (w formacie PDF),
ZA JEDYNE 35 zł.
PŁATNOŚĆ BLIK (- przelew na telefon),
nr telefonu: 502 256 069
(w temacie prosimy podać adres e-mail, na który zostanie wysłana książka)
*
Autor opowiadań i grafik:
Robert Gorczyński
Twórca Magazynu WRZASK!
(Wszelkie Prawa autorskie zastrzeżone)

RECENZJA PANA RYSZARDA BIBERSTAJNA

W moich prywatnych archiwach odnalazłem poniższą recenzję autorstwa Pana Ryszarda Biberstajna pt.: „Z Pegazem w tle – Robert Gorczyński – Jednak klasycyzm”, opublikowaną na łamach wrześniowo-październikowego (5/2004 r.), numeru „Informatora kulturalnego i turystycznego południowo-zachodniej Wielkopolski”, w której Autor recenzji przyjrzał się zestawowi moich ówczesnych wierszy i opowiadań.
 I mimo, że jestem obecnie na innym etapie twórczej i życiowej drogi (nie piszę już np. wierszy), to wiele spostrzeżeń Pana Ryszarda Biberstajna pozostaje aktualnych.
 Dla mnie ten tekst to swoiste lustro – punkt odniesienia w kwestii tego, co się zmieniło, co we mnie pozostało i co chcę jeszcze zrobić.
 Stąd moja dozgonna wdzięczność dla Pana Ryszarda Biberstajna za te cenne dla mnie myśli i słowa.
 Dodam, że ponad 25 lat temu, po mojej wyprowadzce z Kościana i po odejściu z Tygodnika Regionalnego „Gazeta Kościańska”, straciłem kontakt z Panem Ryszardem Biberstajnem.
 Pamiętam jednak dobrze, że był to (jest), Człowiek Wysokiej Kultury, takiej której w obecnych czasach często bardzo brakuje.
 Dlatego, jeśli ktoś z Państwa ma kontakt z Panem Ryszardem, to uprzejmie proszę o przekazanie Mu moich wyrazów uszanowania i gorących podziękowań.
Robert Gorczyński
Twórca i autor Magazynu WRZASK!


„KARA ŚMIERDZI” – NOWE OPOWIADANIE.

Podam wam prosty przepis na strzelaninę.
Wystarczy do tego pół worka cementu, stare, pocięte rurki od natynkowej instalacji elektrycznej i trzech chłopców za fantazją.
– Słuchajcie, mam taki patent na te wystrzały z Janosika! – krzyknął uszczęśliwiony Mirek.
– Że co takiego?! – zdziwił się Jacuś.
– Nie wiesz o czym mówię, to patrz i podziwiaj – powiedział Mirek i podbiegł do sterty rurek po wymianie starej instalacji elektrycznej, które poprzedniego dnia ułożono pod ścianą kamienicy, w której chłopcy mieszkali.
Jacuś i Robcio, najpierw ze zdziwieniem, a później z narastającym podziwem patrzyli na Mirka, który z manierą znawcy brał do ręki kolejne fragmenty rurek, aż w końcu znalazł taką, która najlepiej leżała mu w dłoni.
A gdy się to stało, Mirek podszedł do wypełnionego do połowy worka z cementem po remoncie, odchylił otwartą jego stronę i „nabił” nim swoją rurkę.
A następnie, z rozpierającą pierś dumą, stanął na środku podwórka w pojedynkowej pozie, uniósł rurkę w kierunku ogrodu i szybkim ruchem dłoni wypchnął z niej cement.
– Oooo ja cię! – wyjąkał Jacuś z zachwytem.
No i wtedy się zaczęło…
Jacuś i Robcio, na wyścigi, rzucili się do kupki rurek i przetrząsali je w poszukiwaniu swoich cementowych bandoletów, a kiedy natrafili na te właściwe, równie szybko nabijali je cementowym pyłem.
– Kara śmierci! – wrzasnął dramatycznie Robcio i „strzelił” do Jacusia.
– Kara śmierci! – odkrzyknął mu Jacuś i też wypuścił ze swojej rurki sporych rozmiarów cementowy obłok.
A później to już poszła lawina, bo celował każdy do każdego, i wypalał i nabijał, i wypalał i nabijał…
Aż nagle, całkiem niespodziewanie, na podwórku pojawiła się młodsza siostra Robcia. Dziewczynka w lot pojęła koncept i w niewiarygodnym tempie doskoczyła do góry rurek.
Chwilę się na nią pogapiła i wyciągnęła z niej taką – dużo mniejszą niż chłopaki – „babską spluwę”. Nabiła ją i wydarła się na całe gardło:
– KARA ŚMIERDZI!
I niestety cały efekt jej pierwszego wystrzału diabli wzięli, bo zakrył go całkowicie głośny rechot chłopców.
– KARA ŚMIERDZI! ALE JAJA! – śmiał się Mirek, a z nim Jacuś, a nawet brat dziewczynki, Robcio.
No i tego było za wiele!
Siostra Robcia rozgniewała się nie na żarty i znalazła sobie szybko, nie jedną krótką, ale dwie długie rury, które skrzętnie napełniła cementem, a później – bez ostrzeżenia – wywaliła na chłopaków całą ich zawartość…
Prawdziwe piekło rozpętało się jednak dopiero później, za sprawą jednego z sąsiadów, który wrócił z pracy i za głowę się chwycił, gdy zobaczył w jakim stanie jest sień, podwórko i połowa ogrodu. Zebrał więc pośpiesznie wszystkich „rurkowych strzelców” i nakazał im doprowadzić wszystko do pierwotnego porządku.
I to dopiero była prawdziwa… KARA ŚMIERDZI.
*
Więcej opowieści o przygodach „Robcia z Wiosny Ludów” znajdą Państwo w zbiorze opowiadań pt.: DOMOWE DEMONY.
ZAPRASZAM DO ZAKUPU EBOOK’A (w formacie PDF),
ZA JEDYNE 35 zł.
PŁATNOŚĆ BLIK (- przelew na telefon),
nr telefonu: 502 256 069
(w temacie prosimy podać adres e-mail, na który zostanie wysłana książka).
*
Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Autor opowiadań i grafik
Twórca Magazynu WRZASK
(Wszelkie Prawa autorskie zastrzeżone)
instasize_250713025430
instasize_250713025524

WYCHOWANIE

Autor grafiki:
Robert Gorczyński
Twórca Magazynu WRZASK!
(Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone)
CamScanner 11.07.2025 10.37

PIĘKNO ŚWIATA.

Idziesz ulicą, widzisz stertę liści przy chodniku
i… nie możesz przejść obojętnie.
Wracasz, robisz fotkę,
później chwytasz za flamaster
i… dzieje się MAGIA!
(Tak to właśnie wygląda).
Z wyrazami szacunku
dla Piękna i Tajemnic tego Świata…
Robert Gorczyński
Twórca i autor Magazynu WRZASK!
(Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone)
instasize_250708165021

instasize_250708165052

SENSACYJNY PRZECIEK MEDIALNY!


Ponieważ żywo interesują się Państwo tym, jak powstaje projekt Magazyn WRZASK, poniżej publikuję utajnione dotąd materiały, które mogą rzucić trochę światła na tę sprawę…
Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Twórca i autor Magazynu WRZASK!
(Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone).

Screenshot_20250705-214113~2

Screenshot_20250705-213823~3

Screenshot_20250705-220211~2

CamScanner 05.07.2025 17.07

CamScanner 05.07.2025 17.08

Screenshot_20250705-215049~3

MUCHA

Miałem dziwny sen.
Stałem na przystanku.
Podjechał do niego autobus, ale jakiś taki niepokojący, zbyt długi i powyginany.
A gdy drzwi się otworzyły z pojazdu wyskoczył kierowca.
– Jestem nerwowy! – krzyczał – Nie mogę za siebie! Kto chce mnie obezwładnić, niech się na mnie rzuca! – i zaczął biegać dookoła przystankowej wysepki.
I kilku pasażerów – mężczyzn – próbowało spełnić jego prośbę, ale kierowca zrzucał ich z siebie z nadludzką siłą.
– Coraz dziwniejsze czasy… – powiedziałem cicho.
A wtedy oszalały szofer przystanął, popatrzył mi prosto w oczy i wycharczał: – Chcesz się ze mną popróbować?! Naprawdę tego chcesz?! Bo jeśli nie, to nie komentuj! – rzucił i pobiegł dalej bić się z pasażerami.
Przyznam, że nie znalazłem w sobie siły ani na to, by mu coś odpowiedzieć, ani też by zareagować jakoś inaczej.
W końcu jednak przyjechała policja i kazano nam przejść w bezpieczniejsze miejsce.
A kiedy powróciliśmy na przystanek, „kierowca – szaleniec” wisiał na autobusie i przypominał zasuszoną, martwą muchę…
*
Spisałem powyższy sen dziś w nocy, o trzeciej godzinie.
Zrobiłem to, bo pomyślałem sobie, że ta koszmarna fantazja dobrze obrazuje to co czuję, gdy oglądam np. telewizyjne doniesienia o mężczyźnie z okolic Limanowej strzelającym do swojej rodziny, albo o studencie z warszawskiej uczelni, siekierą zabijającym uniwersytecką strażniczkę, lub też o innych niewytłumaczalnych zbrodniach.
To co czuję, to ogromna bezradność i zaskoczenie.
Kto jednak wie, czy nie trzeba zacząć się przygotowywać, także na tego rodzaju sytuacje?
Kto wie, czy nie będzie ich jeszcze więcej?
*
P.S.: Dodam też, że od lat jeżdżę autobusami, tramwajami i pociągami i nigdy nie zdarzyło się, bym miał do kierowców, motorniczych, czy też maszynistów, jakiekolwiek zastrzeżenia albo poważniejsze pretensje. Zazwyczaj są to sympatyczni i opanowani ludzie.
Może więc ten senny: „Kierowca-Szaleniec”, to metafora mojego lęku przed zagrożeniami nadchodzącymi z niespodziewanych stron?
Natomiast wiszącą na autobusie, zasuszoną muchę, odczytuję jako symbol strasznych wydarzeń, które są i mijają, a my żyjemy dalej i nie robimy nic, żeby się one nie powtórzyły.
*
A Wy – Drodzy Państwo – co o tym myślicie?
Co czujecie?
Czy przyzwoity człowiek w ogóle może być gotowy na tego rodzaju sytuacje?
*
Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Twórca i autor Magazynu WRZASK!
(Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone)
1000005900

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑