Stryj Marceli miał dar czynienia elitarnym wszystkiego, co jemu samemu przypadło do gustu.
-Po prostu nie znoszę, gdy ktoś na sznytkę chleba mówi „skibka chleba”! – perorował wzburzony krewniak. – A już najgorzej, jak ktoś na sznytkę powie… „kawałek chleba”! Wyobrażasz to sobie?! Jaki kawałek?! Co to jest kawałek?! Przecież to może być połowa chleba, albo jedna trzecia, albo ćwiartka, albo i kromka! No po prostu nie wiadomo o co chodzi… Zwyczajna makabra! – i po tym podsumowaniu, Stryjek nagle odmienił ton z zagniewanego, na całkiem już spokojny:
-To… ile chcesz tych sznytek do szkoły? – zapytał zatroskany.
-Tak z cztery, stryjku – odpowiedział Robcio.
-Dobrze, to zrobię ci sześć. Żebyś mi tam w tej szkole nie chodził głodny. Posmaruję ci smaluszkiem i posypię grubą solą. A kiszony ogórek i kiełbasę dostaniesz w całości. I masz mi to na przerwie zjeść! – zawołał stryjaszek.
-A nie mogą być pokrojone? – spytał Robcio błagalnym tonem.
-Absolutnie nie! – zakrzyknął Stryj Marceli. – Szlachcic i obywatel, gdy je, to wie co je, a nie tam coś… jak jaka miazga… takie posiekane!
-No dobrze, skoro szlachcic i obywatel tak je, to dobrze… – zgodził się Robcio z rezygnacją.
-No chyba, że jesteś z czworoków?! – zapytał stryjek zadziornie.
-Nie no… Nie jestem z „czworoków”… – odpowiedział Robcio.
-Właśnie! Zjesz więc ogóra i kiołbę w całości! – podsumował Stryjek i zapakował wszystko chłopcu do tornistra.
Robcio poszedł do szkoły, a gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, chcąc być posłusznym nakazom Stryjka, karnie wyjął kiszonego ogóra i kiełbasę z torby. Wziął je zręcznie między palce i ze smakiem zajadał.
I wtedy stał się cud nieziemski, bo jedzącego Robcia, zobaczyła nauczycielka i przy wszystkich kumplach, pełnym głosem powiedziała:
-Zobaczcie jak Robert zdrowo się odżywia! Kiszony ogórek w całości, to samo zdrowie i witaminy! To ważne, szczególnie teraz w zimie. Patrzcie i bierzcie z niego przykład! – obwieściła nauczycielka, a Robcio poczuł się jak w niebie.
Chłopczyk był przeszczęśliwy, bo w jego małej główce posklejało się wszystko to, co mówił stryjek o „szlachectwie i obywatelstwie”, z tym co powiedziała nauczycielka.
Dziś natomiast, gdy mały Robcio stał się już całkiem dużym Robertem, utracił pewność co do tego, czy rzeczywiście stryjkowe metody zachęcania do zdrowego odżywiania, połączone z wymachiwaniem herbowymi odwołaniami, miały aż tak jednoznacznie pozytywne uzasadnienie… 🙂
No cóż… Jednak taki już właśnie był… Ukochany Stryj Marceli.
*
Więcej opowieści o przygodach „Robcia z Wiosny Ludów” znajdą Państwo w zbiorze opowiadań pt.: DOMOWE DEMONY.
ZAPRASZAM DO ZAKUPU EBOOK’A (w formacie PDF),
ZA JEDYNE 35 zł.
PŁATNOŚĆ BLIK (- przelew na telefon),
nr telefonu: 502 256 069
(w temacie prosimy podać adres e-mail, na który zostanie wysłana książka)
*
Autor opowiadań i grafik:
Robert Gorczyński
Twórca Magazynu WRZASK!
(Wszelkie Prawa autorskie zastrzeżone)
















Najnowsze komentarze