Podam wam prosty przepis na strzelaninę.
Wystarczy do tego pół worka cementu, stare, pocięte rurki od natynkowej instalacji elektrycznej i trzech chłopców za fantazją.
– Słuchajcie, mam taki patent na te wystrzały z Janosika! – krzyknął uszczęśliwiony Mirek.
– Że co takiego?! – zdziwił się Jacuś.
– Nie wiesz o czym mówię, to patrz i podziwiaj – powiedział Mirek i podbiegł do sterty rurek po wymianie starej instalacji elektrycznej, które poprzedniego dnia ułożono pod ścianą kamienicy, w której chłopcy mieszkali.
Jacuś i Robcio, najpierw ze zdziwieniem, a później z narastającym podziwem patrzyli na Mirka, który z manierą znawcy brał do ręki kolejne fragmenty rurek, aż w końcu znalazł taką, która najlepiej leżała mu w dłoni.
A gdy się to stało, Mirek podszedł do wypełnionego do połowy worka z cementem po remoncie, odchylił otwartą jego stronę i „nabił” nim swoją rurkę.
A następnie, z rozpierającą pierś dumą, stanął na środku podwórka w pojedynkowej pozie, uniósł rurkę w kierunku ogrodu i szybkim ruchem dłoni wypchnął z niej cement.
– Oooo ja cię! – wyjąkał Jacuś z zachwytem.
No i wtedy się zaczęło…
Jacuś i Robcio, na wyścigi, rzucili się do kupki rurek i przetrząsali je w poszukiwaniu swoich cementowych bandoletów, a kiedy natrafili na te właściwe, równie szybko nabijali je cementowym pyłem.
– Kara śmierci! – wrzasnął dramatycznie Robcio i „strzelił” do Jacusia.
– Kara śmierci! – odkrzyknął mu Jacuś i też wypuścił ze swojej rurki sporych rozmiarów cementowy obłok.
A później to już poszła lawina, bo celował każdy do każdego, i wypalał i nabijał, i wypalał i nabijał…
Aż nagle, całkiem niespodziewanie, na podwórku pojawiła się młodsza siostra Robcia. Dziewczynka w lot pojęła koncept i w niewiarygodnym tempie doskoczyła do góry rurek.
Chwilę się na nią pogapiła i wyciągnęła z niej taką – dużo mniejszą niż chłopaki – „babską spluwę”. Nabiła ją i wydarła się na całe gardło:
– KARA ŚMIERDZI!
I niestety cały efekt jej pierwszego wystrzału diabli wzięli, bo zakrył go całkowicie głośny rechot chłopców.
– KARA ŚMIERDZI! ALE JAJA! – śmiał się Mirek, a z nim Jacuś, a nawet brat dziewczynki, Robcio.
No i tego było za wiele!
Siostra Robcia rozgniewała się nie na żarty i znalazła sobie szybko, nie jedną krótką, ale dwie długie rury, które skrzętnie napełniła cementem, a później – bez ostrzeżenia – wywaliła na chłopaków całą ich zawartość…
Prawdziwe piekło rozpętało się jednak dopiero później, za sprawą jednego z sąsiadów, który wrócił z pracy i za głowę się chwycił, gdy zobaczył w jakim stanie jest sień, podwórko i połowa ogrodu. Zebrał więc pośpiesznie wszystkich „rurkowych strzelców” i nakazał im doprowadzić wszystko do pierwotnego porządku.
I to dopiero była prawdziwa… KARA ŚMIERDZI.
*
Więcej opowieści o przygodach „Robcia z Wiosny Ludów” znajdą Państwo w zbiorze opowiadań pt.: DOMOWE DEMONY.
ZAPRASZAM DO ZAKUPU EBOOK’A (w formacie PDF),
ZA JEDYNE 35 zł.
PŁATNOŚĆ BLIK (- przelew na telefon),
nr telefonu: 502 256 069
(w temacie prosimy podać adres e-mail, na który zostanie wysłana książka).
*
Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Autor opowiadań i grafik
Twórca Magazynu WRZASK
(Wszelkie Prawa autorskie zastrzeżone)






















Najnowsze komentarze