RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: robert gorczyński (page 31 of 84)

Głowa.

Czasami, kiedy patrzę na moich bliźnich,
równo: tych z niska i tych z wysoka,
zastanawiam się, jak to możliwe,
że są oni w stanie chodzić,
jeść, pracować,
albo rodzić dzieci,
skoro…
(patrząc na całokształt),
tak rażąco brak im Głowy…?
🙂

Z życiowej porażki marka, czyli Wąs Pana Marszałka.

Podczas podróży na zsyłkę młody Józef Piłsudski uczestniczył w buncie.
Został wówczas uderzony przez rosyjskiego żołnierza kolbą karabinu w usta.
Uderzenie to wybiło przyszłemu Marszałkowi przednie zęby.
I to też było powodem zapuszczenia przez Piłsudskiego Jego legendarnych wąsów.
Czy wyobrażamy sobie dziś Naczelnika Państwa bez tego charakterystycznego wyróżnika?
Zdaje się więc, że carski sołdat nieświadomie przysłużył się przyszłej Niepodległej Polsce.
🙂
Wszak, co Nas nie zabije, to Nas wzmocni!
🙂
I jeszcze jedno: Józef Piłsudski był wytrawnym szlagonem z dużym poczuciem humoru i nie należy o tym zapominać!
Był po prostu zdrowym psychicznie twardym facetem.

Pro Publico Bono!

Powróćmy wreszcie z tą zasadą
Na Ojczyzny Łono!
Pro Publico Bono!
Pro Publico!
Bono!

3 maja, 2 maja, 1 maja.

Najserdeczniejsze życzenia
dla Szanownych Państwa
składane zgodnie z moją subiektywną gradacją ważności tych trzech pięknych Świąt z uzasadnieniem:

CZYTAJ DALEJ

Balans, Rezonans, Równowaga.

Podobno to pomaga. 🙂
Jeśli oczywiście, z adekwatną cierpliwością, stosujemy się do szybko wypowiadanej i zawsze nader przydługiej formuły traktującej o tym, że każdy lek stosowany nieprawidłowo może być szkodliwy dla życia, albo dla zdrowia…
(No i że trzeba to wszystko skonsultować z lekarzem lub farmaceutą!).
Tylko jak tu bez ryzyka utraty powagi pytać farmaceutę o sens życia?
🙂

Błękitne Słońce.

Była niedziela.
Wstałem około 8.20.
Bardzo wcześnie, jak na tę porę tygodnia.
Domownicy jeszcze spali.
Na internetowych stronach dominowały doniesienia z poprzedniego wieczora.
Dookoła panował niczym niezmącony spokój.

Niewzburzony podszedłem więc do okna.
Spodziewałem się zobaczyć to, co zwykle:
kawałeczek lasu wystający zza sąsiednich bloków,
szczyt nowoczesnego kościółka za rogiem ulicy,
osiedlową drogę wewnętrzną z zaparkowanymi, bogatymi gablotami Polaków,
i porannych spacerowiczów palących papierosy podczas wyprowadzania psów…

Nic jednak z tych rzeczy!

Byłem zupełnie sam.
Jak okiem sięgnąć otaczało mnie pustkowie,
a nad tym wszystkim płonęło upiorne…
Błękitne Słońce.
Po za tym dziwnym Słońcem na niebie nie było niczego,
prócz jednego jasnego punktu,
który w mgnieniu oka zapłonął mocnym światłem,
a później szybko zaczął się pomniejszać.

To samo stało się z Błękitnym Słońcem.
Ono także nagle rozmyło się w powietrzu.

A później zobaczyłem wszystkie te widoki,
których się spodziewałem…

-Jak długo mam wam powtarzać, że każda taka akcja może doprowadzić do kontry z ich strony?! – zapytał z oburzeniem ogromny Kosmita. –  Jak długo mam wam tłuc do tych waszych otępiałych czułek, że Ziemianie są nieprzewidywalni, a ich reakcje potencjalnie niebezpieczne?!
-Przepraszamy! – odpowiedzieli chórem mali Kosmici.
-Przeprosiny to za mało! – upierał się ogromny. – Macie być mądrzejsi! Inaczej nigdy już was nigdzie z sobą nie zabiorę! – wściekał się nie na żarty. – Tym razem mieliście wyjątkowe szczęście, bo zobaczył was literat, czyli człowiek z inklinacjami do wyobrażeń i konfabulacji! Cieszcie się, że przy oknie nie było naukowca, żołnierza, albo amerykańskiego polityka, bo wtedy wszystko mogłoby potoczyć się całkiem inaczej!
-Przepraszamy! Poprawimy się! Przepraszamy! – obiecali mali.
-No dobrze – rozpogodził się ogromny Kosmita. – Mam do was słabość, więc wam wybaczam. Podejrzę też, co tam wysmarował ten nieszczęśnik. I mam nadzieję, że wymyślił jakąś kompletną bzdurę, bo bardzo nie lubię całego tego usuwania śladów…

P.S.: Może i nie widziałem Błękitnego upiornego Słońca, ale pewnej nocy zobaczyłem jasny punkt, który rozbłysł i szybko zaczął znikać. Tak jakby odlatywał…
Jak myślicie, co się teraz stanie?

Stacja, czyli futurystyczna oferta pracy dla Zakonników.

Szkielet Stacji składał się z 345 tysięcy kompozytowych modułów.
Jeszcze więcej elementów tworzyło sieć przesyłu informacji.
Zsieciowano tam właściwie wszystko.
W rezultacie informacja i prędkość jej przesyłu, stały się najważniejszymi parametrami Stacji.
Po dokonaniu ostatnich testów nowy obiekt wysłano w kosmos.
Stacja miała znaleźć się na orbicie pewnej ziemiopodobnej planety, ale nigdy tam nie dotarła.

CZYTAJ DALEJ

Kosz pełen jagód.

Zostaw moje serce!
I nie dotykaj go bez potrzeby.
Niech już zawsze będzie czyste.
Nie chcę nawet, by skojarzenie,
wiązało się z tym, co jest złe!

Zostaw też moje ręce!
I nie dotykaj ich bez potrzeby!

A jeśli ma je dotknąć brUd,
to niech on będzie tylko taki,
jak ten, który mają w sobie:
gruszki, jabłka i jagody…

Pan pod morelowym krawatem.

(Opowieść w stylu brytyjskim 🙂
Ostatnio widziałem go pod bramami pewnego zaginionego miasta.
Stał tam i w skupieniu analizował jakieś zapomniane reliefy.
Jego twarz zdawała się wyrażać zdziwienie.
Przypuszczam, że właśnie odkrył coś fascynującego.
Dowodem tego może być fakt,
że zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Może więc ukazała się już w którejś z szacownych gazet,
publikacja pod jego własnym nazwiskiem.
Przyznam, że chętnie bym ją przeczytał.
Kłopot jednak w tym,
że nie znam nazwiska owego niezwykłego człowieka…
🙂

Włoska Opera.

Jest jak tort bezowy.
Możesz jej nie znosić.
Możesz omijać szerokim łukiem.
Ale pewnego dnia przyjdziesz
I pożresz ją
tak jakbyś kochał się w niej przez całe życie!

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑