RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Month: lipiec 2015 (page 2 of 2)

Do buntu! Do buntu!.

Do buntu przeciw „oburzonym”.
Do buntu przeciwko „antysystemowcom”.
Do Buntu przeciw tym, co się uważają za powołanych do oceniania,
kto prawdziwy, a kto „nieprawdziwy Polak”!
Do buntu przeciw ludziom małym,
Do buntu przeciw ludziom pokurczonym.
Do buntu przeciw tym, co nie wierzą, że:
Korony i Buławy WSZYSCY MAMY w plecakach!
Do takiego buntu podżegał będę i zawsze i wszędzie!
Bom syn jest Rzeczypospolitej nieodrodny!
A więc obce i OBRZYDLIWIE mi są wszelkie
stadne i niewolne ciągoty.

Miś.

Nie powinien się wychylać z plecaczka, bo wypadnie.
Nie powinien się odzywać, bo ktoś się zorientuje, że żyje.
A jednak Miś to zrobił:
Wychylił się z plecaczka i wypadł,
A później wykrzyczał wszystko, co wiedział.

Ale znowu nikt tego nie usłyszał.
Jego krzyk zagłuszył tramwaj.
A chwilę utraty przesłoniła opowieść koleżanki.

I tylko małe dziecko pochyliło się nad Misiem.
Płaczem przekonało mamę, że trzeba go wziąć.

I tak to Miś zaczął żyć od nowa…

Bo tak naprawdę każdy Miś ma swoją historię.
Ale nie zna jej nikt…
(Nawet on sam!)
Jej końcem jest upadek, a początkiem jest pralka…

 

Mistrz.

Usiadł na krawędzi skały.
Jego nogi swobodnie zwisały nad przepaścią.
Jego tułów wychylał się ku bezpiecznej ziemi.
A nad tym wszystkim panowała głowa.
I to w jego głowie miał się dokonać wybór.
Mistrz trwał w tej pozie przez wiele godzin.
Dookoła zapadła niezwykła cisza.
Słońce, jak zawsze, przesuwało się po nieboskłonie.
Drzewa z mozołem budowały kolejne słoje.
Ludzie rankiem szli do pracy,
A wieczorem wracali do domów.
Nocą w oknach pojawiały się światła.
Ulicami zaś krążyły taksówki i autobusy.
Do portów zmierzały okręty.
A nad planetą unosiły się satelity…

Nagle Mistrz drgnął.
Wziął głęboki oddech.
Jego nogi łukiem wygięły się ku przepaści.
A tułów przywarł twardo do ziemi…
Wtedy właśnie głowa Mistrza dotknęła piasku.
Piasek...” – pomyślał Mistrz. – „Gdybym teraz pozostał na tym piasku, mogło by się okazać, że niczego nie osiągnąłem.
Czegóż jednak mógłbym dokonać, spadając w dół, nogami do przodu?
– powiedział Mistrz i spojrzał w górę…
A wysoko na niebie unosił się klucz dzikich gęsi.
Ich krzyk był tak głośny, że jak igła przeszył serce Mistrza.
Powstał więc Mistrz z ziemi i stanął pewnie na skalistym gruncie.
A teraz będę szedł. I kiedy będę szedł, nie zagrozi mi ani dojmująca cisza, ani zwątpienie, ani śmierć…

Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑