Czasem wyginam coś pod bardzo niebezpiecznym kątem.
Innym razem przylepiam coś do czegoś,
czego nikt inny z sobą nie połączył.
Mieszam wodę z piaskiem,
albo wędzone ryby z sernikiem.
Piękne uczucie
być odkrywcą.
Piękne uczucie
być dzieckiem.
Czasem wyginam coś pod bardzo niebezpiecznym kątem.
Innym razem przylepiam coś do czegoś,
czego nikt inny z sobą nie połączył.
Mieszam wodę z piaskiem,
albo wędzone ryby z sernikiem.
Piękne uczucie
być odkrywcą.
Piękne uczucie
być dzieckiem.
Jego strategia zapiera dech w piersiach,
a bycie istotą rozistotowaną
przeraża.
Czy widzieliście kiedyś takie małe rybki,
które odwracają się wszystkie na raz?
Niby nikt tam nie rządzi,
a jednak któraś z nich musi odwrócić się pierwsza…
Tak, strategia roju jest nader niepokojąca.
Widzę to jak na dłoni, gdy siedzę w sobotę w fotelu,
lecz szybko o tym zapominam,
gdy w poniedziałek wyruszam do pracy.
Dlaczego mi się wydaje,
że kiedy już po mnie przyjdzie,
to zadzwoni jakiś dzwoneczek,
albo któryś zegar wybije ostatnią godzinę?
Wiele emocji przetacza się przez Polskę w gorącej dyskusji na temat Żołnierzy Wyklętych.
A kto wspomni „Wyklętych”, którzy 29 lutego 1768 roku,
z szablami w dłoniach, wyszli w pole przeciw imperialnej Rosji?
250 lat temu poczciwi ludzie postanowili bronić Ojczyzny,
wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu.
I długo by rozprawiać o tym, czy mieli Oni rację, czy też nie.
Ja jednak podkreślać będę zawsze,
że cześć mam i szacunek wielki dla Obywateli,
którzy z szablą w ręku, poświęcając własne życie,
stają do boju z przeważającą siłą wroga.
Godność – to dziś bardzo rzadka cecha.
I łatwo iść w szeregu pod zielonymi sztandarami.
Trudniej znaleźć się w garstce
występującej przeciw przeważającym siłom przyszłego zaborcy.
Cześć Pamięci
Waszmościów
spod Sztandarów
Barskiej Konfederacji!
P.S.: Bądźmy Wszyscy Barskimi Konfederatami,
bo w tym Nasza Prawdziwa Siła:
W przeciwstawianiu się dyktatorskiej władzy.
Są ludzie wysoko i nisko postawieni.
Są poranki słoneczne
i takie, kiedy pada deszcz.
Sztuka polega na tym,
by mieć ze sobą parasol.
I zwinąć go,
gdy przestanie padać deszcz.
🙂
Mówią nam, że nie jest już potrzebne.
Mówią, że trzeba dbać o siebie
i pilnować własnych spraw.
Nie mówią nam jednak,
że nie dotyczy to rodziny,
nie dotyczy miasta,
i nie dotyczy kraju.
Dorastają więc dzieci złamane,
chowające w sobie żal.
Trwają miasta skłócone,
gdzie jeden drugiego za pieniądze
utopiłby w łyżce wody.
I nie dążymy wszyscy do pokoju
w Naszym Wspólnym Kraju.
Poświęcenie.
Przypuszczam, że szczerze
śmiejesz się z tego słowa.
Ale czy możesz mi powiedzieć,
że jest jakaś inna dobra droga?
Bierzesz go w ręce i pijesz.
jak Krew Chrystusa z Kielicha,
albo jak dobre wino.
A później rozglądasz się wokół siebie
i widzisz rzeczy jaśniejsze:
Jak Słońce,
Jak Wiatr,
Jak Deszcz.
Rzeczy świetliste
jak stopnie z drabiny,
kamienie ostre i twarde
(etapy kolejne…),
na drodze do Nieba.
który uznał się za najgodniejszego pośród Polaków.
Czy to jest groźba?
O! Nie!
To jest najmilsza rada:
Jeśli nie znasz Polski,
to nie staraj się być Jej panem.
I nie myl Jej z koniem
skoro nawet Stalin
wzdragał się przed Jej siodłaniem…
Władza, która dzieli i skłóca społeczeństwo,
Władza, która nie szanuje swej opozycji,
Władza, która różni kraj swój z sąsiadami,
Władza, która za nic ma odmienne od niej zdanie…
Jest do wymiany.
Gdy byłem malcem, niechcący dokonałem strasznej zbrodni.
Wziąłem mrówkę z mrowiska i zamknąłem ją w drewnianej szkatułce.
Byłem dumny z tego, że mam moją własną mrówkę!
Starałem się więc zadbać o nią jak najlepiej.
Zaopatrzyłem ją w piasek, kamień i świeże liście trawy.
Upewniwszy się, że wszystko jest w najlepszym porządku,
a moja mrówka zapoznaje się ze swoim nowym domem
(czego niezbitym dowodem miało być jej krążenie wokół ścianek szkatułki),
zamknąłem wieczko.
Wtedy to, z uczuciem wielkiej dumy, udałem się na obiad.
Minęły może dwie godziny, a może i cztery
(nie potrafię dziś powiedzieć ile, bo w dzieciństwie czas jest rzeczą bardzo względną…),
kiedy postanowiłem sprawdzić jak się ma moja „podopieczna”?
Otworzyłem szkatułkę i nie mogłem się nadziwić, że Moja Własna Mróweczka,
(tak dobrze przeze mnie zaopatrzona!),
leży na piasku bez ruchu i nie porusza się, nawet lekko pchnięta.
*
To było moje pierwsze doświadczenie śmierci.
I nie znęcając się już później nad innymi stworzeniami,
(bo absolutnie nie mam takiej potrzeby ani woli),
z czasem zacząłem się zastanawiać
co było głównym powodem odejścia Mojej Mróweczki?
Fizyka?
Chemia>
Biologia?
Czy też… Moja Mróweczka zmarła z samotności?
© 2026 RobertGorczyński.pl
Designe By ilonaDESIGN — Góra ↑
Najnowsze komentarze