RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Rzeczpospolita Obojga Narodów (page 23 of 42)

Mruczek.

Na niego też uważaj!
Bo on także prowadzi nieprzychylną ci politykę.
I niby jest śmiertelnym wrogiem białego szczurka.
Niby siedzi na garnuszku u człowieka,
A jednak jeszcze nie słyszałem,
Żeby koty tak naprawdę zagroziły kanalarzom.
Mam więc wrażenie, że wszystkie te
„Poczciwe” mruczki i te „inteligentne” szczurki
Czekają tylko,
Na to, by homo sapiensowi powinęła się noga…

Wyrzut sumienia.

Jak wyrzut w przód na wuefie
Ciągnie ciało do przodu i pcha je do góry.
I zawsze też jest mocny
I twardo się po im ląduje.
Wyrzut sumienia
Tym się jednak różni od wyrzutu w przód na wuefie,
Że mając go,
Za wszelką cenę musimy unikać luster,
A także ludzi, którym zrobiliśmy coś złego.

Wiozłem wodę.

I dokładnie liczyłem każdą jej kroplę.
Choć dobrze wiem, że kropel wody policzyć się nie da.
Rozmawiałem o tym z Einsteinem
i on nie miał wątpliwości co do tego,
że deszcz to to samo co wiadro wody,
tyle że inaczej ułożone w czasie i przestrzeni.

Pod wieczór.

Około godziny siedemnastej Świat odsłania swoje przyjemniejsze oblicze.
Szaleńcy wykrzyczeli się już,
A cynicy pozałatwiali co chcieli…
Matki odebrały dzieci ze żłobków, przedszkoli i szkół,
A ojcowie zdążyli wrócić z pracy.
W wielu miejscach rozchodzi się więc apetyczny zapach obiadów…
Podobno pewni szacowni wyspiarze piją o tej porze herbatę.
(Ja tam wolę kawę…).
Około godziny siedemnastej Słońce nabiera szczególnej barwy,
A Świat wydaje się miejscem łagodnym i przyjemnym.
Dobrze jest delektować się tym stanem rzeczy
Zanim machina znowu nabierze rozpędu.
Ja, w każdym razie, o tej porze piję kawę.
I intensywnie piszę…
Łapczywie staram się utrwalić wszystko, co widziałem…

Dobrostan.

Zakwitło i wzeszło.
Wybałuszyło się
I zazieleniło,
a później w żółte przeszło i w czerwone…
Zebraliśta więc wszystko to, co tam było.
I do kuchni zanieślim, jak się należy!
A co słodkie było, to w słoiki i w butelki!
A co kwaśne i ostre, to w beczki!
No i kisilim, fermentowalim i sycilim!
Jak się należy!
Z serca!
Z polska!
Na całego!
Boć to jesienią już myśleć trzeba,
jak się w zimie witać będzie Narodzonego!
🙂

Misja.

Jeśli chcesz podam Ci kromkę chleba.
Jeśli możesz, zostań z nami.
Wiedz jednak, że poza Naszą Misją
nie ma niczego, o czym byłoby nam wiadomo,
że jest dobre.
Weź więc ten chleb.
Odwzajemnij Nasze Serce.
Zostań…

Za chleb dziękuję.
Za dobre słowo też.
Pozwólcie jednak, że sprawdzę w Internecie
co mówią o Was Ludzie…

Pretensje do autora.

– Niechże wasza miłość rzuci okiem – rzekł Landgraf do Wicehrabiego.
Wicehrabia pochylił się nad dębowym stołem, na którym leżała wielka mapa.
– Cóż to jest drogi przyjacielu? – zapytał zdumiony.
– To mapa naszych przygód – odpowiedział Landgraf.
– Jest całkiem rozległa… – odrzekł Wicehrabia po chwili.
– Tak, ale czy wasza miłość zwrócił uwagę na datę jej wykonania?! – rzucił Landgraf z oburzeniem.
– Data mówi, że wyrysowano ją prawie rok temu… – odpowiedział Wicehrabia.
– I w tym właśnie rzecz! – wybuchnął Landgraf. – Czy autorowi tego bloga zdaje się, że wieczność tkwić mamy w tym ukryciu?! Że nie palimy się do walki? Że nie mamy odwagi?! Jak długo możemy czekać?! To skandal! Kim jest ta istota, że za  nic ma nasze dzieje? Czy nie łaska napisać – opisać – co będzie dalej?!
Wicehrabia przyjrzał się Landgrafowi bardzo uważnie. Zdziwił się, bo nigdy go takim nie widział.
Kojarzył swojego przyjaciela z żelazną logiką i chłodnym osądem.
A teraz… Teraz nie był pewien:
Zastanawiał się, czy jego przyjaciel przypadkiem nie oszalał?
Wewnętrznie też zwątpił Wicehrabia w samego siebie: „Mapa Przygód”? Cóż to takiego? Skąd się to wzięło na tym stole? – Co snem jest, a co jawą? – zastanawiał się arystokrata…
Nic więc Wicehrabia nie rzekł na to, co usłyszał.
Poprosił tylko by Landgraf zachował ufność w naturalny bieg rzeczy.
Ufał, że sprawa się wkrótce wyjaśni.
Bo taką miał Wicehrabia naturę, iż na wszystko patrzył pozytywnie.
*
Do Jaśnie Wielmożnego Pana Landgrafa,
W pełni zrozumiałym jest zniecierpliwienie Jegomości.
W pełni rozumiem też zaangażowanie IMĆ Pana Landgrafa w misję i dzieło ratowania własnej cywilizacji z rąk barbarzyńców.
Wiem też, jak ważnym i bezwzględnym imperatywem jest czas…
W związku z powyższym, niniejszym oświadczam i deklaruję, że dalsze dzieje Waszej Miłości zostaną przeze mnie opisane i Światu pokazane w jak najszybszym możliwym terminie.
Z wyrazami szacunku
Autor Bloga 

P.S.: Zainteresowanych Czytelników zapraszam do lektury: http://robertgorczynski.pl/?page_id=20

 

 

 

Dom.

Nie powinieneś lekceważyć jego progu.
Nie powinieneś nigdy patrzeć nań z góry!
Bo dom Twój kryje się w sercach ludzi, którzy Cię kochają.
I może gdzieś istnieć jakiś stary budynek
(I pal licho, kto ma do niego klucze!),
Bo z Domu do Domu przenosi się Światło,
A Blask ten jest tym samym jasnym Płomieniem,
który płonął Sercem nad Stołem u Twoich Dziadów!
Nie wyłączaj więc Światła.
Nie zamykaj Serca.
I przejdź sam siebie,
Jeśli Brat Cię obraził.
(Zapomnij też o tym, co złego zrobiła Siostra Twoja…)
Broń swego Domu!
Z Sercem w dłoni osłaniaj Go Mieczem.
Gołą Pięścią też przywal!
A wtedy zobaczysz, że masz dokąd wracać.
I jest tak…
Choćbyś nawet szedł najbardziej krętą w Świecie drogą.

 

Towarzysz Che Guevara.

Pojawił  się o czwartej trzydzieści nad ranem.
Poznałem go po zapachu kubańskich cygar.
W ręku miał manifest,
w kieszeni motocyklowe dzienniki,
a w torbie notatki z koncepcjami nowych reform.
O tym nie było jednak mowy.
Towarzysz Che Guevara spytał,
czy nie mam fajek?
Z początku chciałem powiedzieć, że nie mam, bo nie palę,
ale przypomniałem sobie, że w kuchennej szufladzie
może jeszcze leżeć paczka „Sportów” mojego ojca.
Znalazłem ją więc i mu oddałem.
Che zapalił i zakaszlał.
Rzucił krótko, że są dobre…
bo mocne.
Wtedy znowu zaczął kaszleć,
Towarzysz Che Guevara
zniknął z mojego snu tak szybko,
że nie zdążyłem poradzić mu, by poszedł do lekarza.
🙂

Niedźwiedź.

Denerwujący typ.
W kawiarni rozwalił dekoracje.
Wyprosili go więc wyszedł.
W parku przystawiał się do kobiety.
Dostał w mordę,
ale wcale się tym nie przejął.
Czuł, że ulica i Świat, należą do niego!
Niedźwiedź:
Pazury miał ostre,
Łapy grube,
Łeb wielki
I twardy kark.
Jego czarne oczy śmiały się z cudziego cierpienia!
Szedł więc ulicą szerokim krokiem
Pewien siebie aż do bólu.
Podziwiasz Niedźwiedzia?
Uważasz go za kogoś „the best”?
Jeśli tak czujesz, twoja sprawa.
Powiedz mi tylko jak daleko zajść można pustą ulicą?

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑