RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Moldova (page 39 of 63)

11 listopada – Narodowe Święto Niepodległości.

Wspominając wydarzenia z 1918 roku
składam hołd Wszystkim Naszym Przodkom,
którzy pracowali, walczyli, cierpieli i ginęli
dla Niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej.
Czynię tak, mając głęboką nadzieję,
że my naszej obecnej Niepodległości nie zmarnujemy,
że Jej nie oddamy,
albo że nie zmienimy Naszej Zachodniej Demokracji,
w jakąś żałosną, duszną dyktaturę.
Tego Wam
Maje Rodaczki i Moi Rodacy,
z serca życzę!
Gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie.
🙂

Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Polak. 

Błogosławieństwo Trumpa – Oferta Putina.

Myślę, że może być tak: „nasi” z PiS pojadą do Donalda Trumpa nawiązywać z nim kontakt, a on im powie:
Panowie, zależy wam na bezpieczeństwie i zwalczaniu terroryzmu.
Mam więc dla panów bardzo dobrą wiadomość!
Jestem teraz w doskonałej relacji z panem prezydentem Władimirem Władimirowiczem,
a jego siły są geograficznie bardzo blisko państwa granic.
Porozumcie się więc w tej kwestii z zaprzyjaźnioną z nami Rosją.
Mają panowie na to moje błogosławieństwo.
No i będziemy ugotowani.

Wygrana Orbana na Węgrzech, PiS w Polsce, Brexit w Zjednoczonym Królestwie i Trump w Stanach,
to ta sama fala bardzo złych tendencji dotyczących Zachodniej Cywilizacji.
Do tego dodajmy nacjonalizmy, agresywnych imigrantów, czy zamachy islamistów – ten cały bajzel w Unii Europejskiej.
i mamy polityczne błoto, jak nic, pachnące wielką wojną.

Przypomnę, że od takich nastrojów rozpoczęła się pierwsza wojna światowa.
Na fali podobnych mechanizmów do władzy doszedł Adolf Hitler.

Dziś wybory w Stanach Zjednoczonych.

W najgorszych nawet czasach komunizmu Stany Zjednoczone były punktem odniesienia.
Rządziły tam zawsze stabilne i przewidywalne władze.
Jako Polak i zdeklarowany Zachodni Europejczyk mam nadzieję, że tak pozostanie.
Mam więc nadzieję, że Trump NIE wygra, a Putin nie otworzy swojego oczekiwanego szampana.

Kongo.

Kocham te bębny nad ranem
Zwołujące ludzi do pracy
Pokochałem je w chwili,
Gdy biali panowie przestali władać nad nimi.
Pokochałem je, gdy okręty przestały zabierać ich za ocean,
(A biali oficerowie nie rządzą już w Kapsztadzie!).
Kongo Tajemnicze, magiczne miejsce w Afryce,
Nigeria,
Republika Południowej Afryki,
Algieria,
Nigdy nie byłem w tamtych stronach,
Ale widzę ile naszej planecie dać one mogą!
Kongo!
Afryka!
Niezbadana planeta!
Zapomniana przeszłość,
Nieznana przyszłość.
Tam niemożliwe staje się możliwe!
I takie właśnie jest Kongo.
Zapomniana kolebka
Naszej Wspólnej Sprawy.

Mam dla Ciebie kwiaty.

Jeśli ich nie przyjmiesz,
Rozrzucę je wzdłuż drogi.
Wtedy ktoś pomyśli sobie,
Że szła tamtędy procesja.
Lecz tylko my będziemy wiedzieć,
Że znak to jest żałoby.

Wielka cerkiew w centrum Poznania.

Co jakiś czas we śnie odwiedzam centrum Poznania.
I nie jest to to centrum, które można zobaczyć teraz.
Teraz Poznań przyczaił się i drzemie. Teraz Poznań nie jest areną historycznych wydarzeń.
Ja jednak widzę o wiele więcej. Widzę jego przyszłość.
A ta przyszłość jest niezwykła.
Już po raz kolejny śni mi się, że idę Alejami Niepodległości, obok Zamku, w stronę dworca.
Tej nocy zobaczyłem jednak coś całkiem niesamowitego.
Widziałem wielką cerkiew z ogromną kopułą, taką jak te w Moskwie.
Cerkiew zbudowano tam, gdzie stoją teraz budynki za Akademią Muzyczną.
Ta ogromna prawosławna świątynia górowała nad wszystkim, co do tej pory wyrosło w naszym mieście.
Górowała nad całym Poznaniem, a po galeriach, na jej dachach, przechadzali się ludzie podziwiający panoramę.
Na szczęście opowiedziałem ten sen żonie.
Opowiedziałem go w szczegółach i w całości!
Oboje szczerze wierzymy, że sny opowiedziane się nie sprawdzają.

Laleczka.

– Po co ci ten pistolet? – spytał pierrot zasłaniając się kwiatami.
– Mam go, bo czuję ból! – odpowiedziała ostro.
– Mnie też często coś boli, ale nie kupuje sobie pistoletów – zdziwił się błazen.
– Zabawny jesteś… – podsumowała patrząc mu prosto w oczy.
Laleczka była piękna: włosy, oczy, usta, biust.
Wszystko doskonale wpasowane w idealną normę.
A jednak czuła ból i z tego powodu sprawiła sobie pistolet.
– Ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie – pierrot nie ustępował.
– Przecież już ci wszystko powiedziałam! – wściekała się.
– Ale ja chcę wiedzieć, kogo chcesz zastrzelić? – naciskał.
– Może ciebie…
– Daj spokój, chyba nie dałem ci powodu – racjonalizował trefniś.
– A skąd wiesz?! – teraz Laleczka kipiała złością.
– Myślę, że nie.
– Co nie?! – ryknęła.
– Myślę, że jednak nie dałem ci powodu,
– No dobrze – zgodziła się nagle. – Nie o ciebie chodzi. Gdybyś chciał się czegoś dowiedzieć, musiałbyś zapytać nie kogo, lecz co chcę zastrzelić.
– A co chcesz zastrzelić?
– Mój ból.
– Powtarzasz to bez sensu.
– Bez sensu?!
– Według mnie od leczenia bólu są lekarze, a nie pistolety – chłopak rzeczywiście niczego nie rozumiał.
Nie rozumiał i do niczego już nie doszedł.
W każdym razie Laleczka uznała, że rozmowa z pierrotem ją nudzi.
Wzięła więc pistolet do ręki, włożyła go do swojej wielkiej torby w kwiaty i motyle i poszła do miasta.
(A o jej wyczynach rozpisywały się później media).
Trefniś natomiast udał się na spoczynek.
Rozmowy z Laleczką zawsze bardzo go wyczerpywały.
Teraz miała w ręku pistolet,
Kiedyś przyszła z nożem,
Jeszcze innym razem z kuszą.
A błazna zawsze wtedy przeszywał głęboki dreszcz.
Tak jakby wewnętrznie przeczuwał,
że Laleczka chce się zemścić właśnie na nim.
Czuł tak, choć nigdy by tego nie zrobiła…
Ktoś przecież musi ją wysłuchać.

Eliksir.

Wetrzesz go tylko tyle, ile zmieści się na paznokciu,
poczujesz się o niebo lepiej i będziesz mógł (niczym młody bóg!), przenosić góry.
Wetrzesz go tyle, co na palcu,
sprawisz, że cofnie się czas i znajdziesz się z powrotem w rodzinnym domu.
Weźmiesz go na górkę, sprawisz że Słońce w miejscu stanie,
a ty wysiądziesz z czasu jak pasażer z tramwaju.
Lecz nadal będziesz mógł pozostać w tym stanie,
tylko tyle, ile wynosi stosunek zbyt wielkiej dawki do mocy twojego ciała.
A jeżeli weźmiesz go jeszcze więcej
zaniknie już wszystko
i pozostaniesz tylko ty
jak wycięta postać z tła
I będziesz miał ogromną moc
zdolną przywołać każdego
lecz zbyt małą by powrócić tam
gdzie nie trzeba ci było eliksiru…

Radocha!

Gdyby nie była taka fajna,
mogła by być tak bezwzględna jak Młot Thora!
Faktem jest, że zrywa się tak niespodziewanie jak burza,
i pędzi nieokiełznana od jednej roześmianej twarzyczki do drugiej.
A kiedy się kończy, wszyscy czerwienieją ze wstydu.

Przydarzyło mi się to już kilka razy w życiu
I za każdym razem odkrywałem
Jakieś jej drugie dno.

Bo każda radocha jest
czymś podszyta.
A ta najlepsza,
taka sama z siebie,
To bardzo często mit.

Jastrząb.

Dziób,
Skrzydła,
Szpony,
I charakter. ..

Myślę, że to ostatnie jest najważniejsze.
🙂

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑