RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Category: Bez kategorii (page 107 of 189)

Pierwsze starcie, czyli głos nadziei…

Zaczęło się niewinnie.
Szpica wojsk Landgrafa podeszła pod peryferyjne zabudowania miasteczka Tsentignonn.
Szpicy przewodził doświadczony wachmistrz, niejaki Turdo At Lonna.
Podoficer ów zręcznie doprowadził podwładnych pod mury i zakomenderował siedem ostrych salw do kompletnie zaskoczonego wroga.
*
(Czcigodny Pan Turdo, po latach, wspominał, że głównym motywem jego działania była wściekłość na Dzikich za lata klęsk i zło wyrządzone jego bliskim.
Najeźdźcy uśmiercili mu ojca, matkę i dwóch braci).
*
Później, sprawy potoczyły się szybko.
Zaskoczona wataha Dzikich poszła w rozsypkę.
Wachmistrz Turdo i jego podkomendni nie żałowali kul ani prochu.
Po trzydziestu antyfonach do miejscowych Bogów, do akcji wkroczyła Kawaleria Baronów Landgrafa i Dzicy zostali starci na proch.
*
– Ilu ich było?! Ilu?! – grzmiał Nao Tathel.
– Nie więcej niż parę setek, panie… – odpowiedział sługa wodza.
– Nie więcej niż parę setek?! Kpisz sobie?! Czyżbyś nie wiedział, że takie są początki końca?!
– Panie… Przecież oni zdołali odbić tylko jedną małą mieścinę… – wysapał sługa łamiącym się głosem..
– Naprawdę jesteś aż tak głupi, czy tylko udajesz?! Gadaj mi tu, kto im przewodzi?!
– Nikt szczególny panie, pewien staroświecki arystokrata – Landgraf Larsji i jego przyjaciel Wicehrabia Bunderwaldu.
– Ja po prostu nie wierzę własnym uszom! – Nao mrużył oczy ze zdumienia – Wyjawiasz mi tu imiona największych naszych wrogów i nie przywiązujesz do tego najmniejszej wagi?!
Po czyjej ty jesteś stronie?! Pytam!
– Jestem waszym najwierniejszym sługą, panie….
– Jeśli tak, to koniec bliski! – warknął Nao Tathel.
*
– Myślisz waść, że to podziała? – spytał Landgraf.
– Jestem pewien! – odpowiedział Wicehrabia.
– Tyle już przecież lat minęło od upadku Imperium… – powątpiewał arystokrata.
– Z tego co wiem, ludzie są bardzo przywiązani do pamiątek po dawnych, dobrych czasach.
Ukrywają Słuchadła w domach wierząc, że kiedyś posłyszą głos nadziei – odparł Wicehrabia z przekonaniem. – A teraz właśnie nadszedł ten moment
– Skoro tak, zaczynajmy! – odpowiedział Landgraf.
– Czy wasza miłość przygotował swoją mowę? – spytał Wicehrabia.
– Człowiek odpowiedzialny zawsze wie, co chce powiedzieć – odrzekł Landgraf.
– A zatem czas najwyższy przywrócić Światu wiarę – ucieszył się  Wicehrabia i przekręcił wielkie, karbowane pokrętło starej maszyny.
Maszyna roziskrzyła się światłami. Wydała długi, monotonny dźwięk i zamilkła, gotowa do działania.
– Teraz, łaskawy panie… – szepnął Wicehrabia.
*
– Drodzy Przyjaciele – Kochani Rodacy! Drodzy Sprzymierzeńcy!.
Jeżeli nie wiecie jeszcze o tym, co stało się w przezacnym mieście Tsentignnon, to z całym należnym wam szacunkiem, niniejszym komunikuję, że po latach klęsk i upokorzeń, udało się nam odzyskać pierwszy skrawek Naszej Wspólnej Ziemi!
Od tej też pory, ciemiężyciel nasz i wróg, nie zazna już spokoju…
*
Słudzy i wojownicy Nao Tathela nigdy nie widzieli go w takim stanie.
Gdy mowa Landgrafa Larsji dobiegła końca, Nao, zdobywca i krwawy wódz, był po prostu blady.
– Kto mógł to usłyszeć? – spytał głuchym tonem.
– Prawdopodobnie poddani z różnych zakątków Wrażej Strony(*) – stwierdził Technik.
– Czy możesz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego tak jest? – spytał Nao swego sługę.
– Panie, od upadku stolicy, wszystkie te idiotyczne Słuchadła głucho milczały.
Uznaliśmy więc, że ich milczenie jest kolejnym, dobitnym dowodem naszego wielkiego zwycięstwa – odpowiedział sługa.
W tym momencie Nao był już bliski furii:
– Co znaczy…: „uznaliśmy”? – syknął. – KTO?! Uznał?! – wrzasnął Nao.
– No… My… Walczący… – wybąkał sługa i zastygł w głębokim ukłonie.
*
Jeszcze tego samego dnia, Nao Tathel kazał powiesić swego sługę, a we wszystkich podbitych krainach pojawili się woje Tathela z misją odebrania ludziom nadziei.
Tak oto zaczęła się długa i krwawa wojna, której miarą była stal, krew i… głos.
CDN.

(* Wraża Strona – pogard. – w słownictwie Dzikich – pokonane Imperium Rozynu).

Niecierpek.

Wojna trwała już trzeci rok.
Landgraf i Wicehrabia schronili się na głębokim południu kontynentu.
Tam, pośród gór i lasów krainy zwanej Mandheer, zbierali wszystkich, którzy zdołali ujść przed nawałą Dzikich.
Tymczasem Dzicy, pod wodzą okrutnego Nao Tatela, podbijali kolejne kraje dawnego Imperium.
Z czasem, w górsko-leśnym azylu sojuszników Landgrafa, zebrało się tylu ludzi, broni i ocalonych przedmiotów, że sytuacja dojrzała do kontrofensywy.
Traf, los lub bogowie, sprawili, że w tych właśnie dniach, do obozu Landgrafa dotarł Czcigodny Mnich ze Wzgórza Salwerstut.
A, że przed wielką wojną był on postacią znaną, to jego przybycie zostało przez wszystkich zauważone.
– Jakie wieści przynosisz Czcigodny Mnichu? – rzekł Landgraf na powitanie.
– Nic ważniejszego od tego, co zobaczyłem tutaj – odpowiedział zakonnik.
– Co masz na myśli? – wtrącił się Wicehrabia.
– Myślę o pewniej leśnej roślinie, którą nazywają niecierpkiem – zagaił Mnich tajemniczo.. – Niecierpek wygląda tak skromnie, że jest przez wszystkich lekceważony i z pozoru uzupełnia tylko leśny krajobraz. Myli się jednak ten, kto przejdzie obok niego obojętnie. Wystarczy bowiem chwila nieuwagi. Wystarczy niecierpka potrącić, a wystrzeli on w górę swoje nasienie. I tylko skończony głupiec nie zauważy, że po jednym przejściu kogoś, komu wydaje się, że jest przepotężny, niecierpków będzie nie dwa, lecz kilkaset razy więcej.
– Ciekawa metafora – zauważył Landgraf.
– To nie przenośnia lecz stwierdzenie – odpowiedział Mnich.
– Uważasz więc, że nadszedł czas?
– Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości. – stwierdził zakonnik. – Szczególnie, że tego niecierpka potrącono już tak wiele razy…
*
Wieczerza nie trwała długo.
Czcigodny Mnich z Salwerstut podziękował za przyjęcie i udał się na spoczynek.
Tymczasem Landgraf zaprosił Wicehrabiego i wszystkich liczących się przywódców na rozmowę. A kiedy zgromadzeni usłyszeli co powiedział zakonnik, zgodzili się z nim całkowicie.
Narada była konkretna. Zakończono ją po dziewiętnastu pacierzach.
Po spotkaniu zebrani rozeszli się do kwater.
W kwaterach zaś zapłonęły światła.
Wezwano sztabowców, adiutantów i sekretarzy.
Czas naglił. Podczas narady ustalono bowiem, że wyprawa rozpocznie się już po jutrze.
A kiedy, tuż przed północą Landgraf żegnał się z Wicehrabią, zadał mu tylko jedno pytanie:
– Dlaczego tego nie zauważyłem?
– Czego? – spytał Wicehrabia.
– Pytam, dlaczego tak długo tu jesteśmy nie podejmując wyzwania?
– Myślę, że czasem jest tak, że ktoś musi spojrzeć na nas z boku – odpowiedział Wicehrabia.
Godzinę później Landgraf ułożył się do snu.
Przyśniła mu się wielka leśna łąka z tysiącami dojrzałych niecierpków.

Pigwa.

Niech rośnie!
I niech ich będzie jak najwięcej na tym Świecie!
A co!
🙂

Kobra.

Ponieważ nie jestem Buddą omijam ją z daleka.
bo wiem dobrze, że przed deszczem i tak mnie nie ochroni.
🙂

Nietoperz.

I poleciałem
cicho
zwinnie
bez łopotu skrzydeł.
Zgrabnie omijałem mury
zamknięte okna
i chętne kobiety.
Grałem na nosie Ziemi
Księżycowi.
gwiazdom
i grawitacji.
W końcu zatoczyłem pełne koło
i wtedy powstał pomysł,
by wybrać się w tę drogę znowu…

Ratan na balkonie.

Też nieźle dostaje w kość:
w zimie,
w lecie,
podczas wichury.
Kurcze!
Istnienie zawsze związane jest z jakimiś nieprzyjemnościami.
🙂
P.S.: A pewna Przesympatyczna Pani Jolanta zapewne znowu zarzuci mi brak optymizmu…
🙂

Zwiastun.

Jest bardzo potrzebny,
ale szczerze mu współczuję.
bo w każdej chwili może oberwać,
w imię tego, co za moment stanie się
ogólnie akceptowaną prawdą.
🙂

Mecz piłkarski.

Ileż to się piłkarze muszą nabiegać,
żeby kibice mogli się napić piwa…
🙂

Royal Wedding.

Wspaniałe!
Poruszające i wzruszające
Kazanie
Czarnoskórego Kapłana,
który wiele razy powoływał się na
Słowa
Pastora Martina Lutera Kinga.
Mówił też dużo o Miłości,
jako sile sprawczej rozwoju Ludzkości.
Jestem pod ogromnym wrażeniem.

Well… Well… Well…

Royal Wedding today… 🙂
I bardzo dobrze!
To piękne, że w dzisiejszym,
nader uproszczonym Świecie,
przetrwały tak piękne okruchy
dawnej elegancji i kultury.
Ogłaszam Stan Permanentnej Precedencji.
Niech trwa!

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑