RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Jagiellonowie (page 15 of 81)

Odmieńcy z Zaalenburga.

O mieście Zaalenbug wiadomo było, że za czasów Imperium Rozynu chronili się w nim ludzie o odmiennych własnościach.
Podobno widziano tam kiedyś człowieka o dwóch głowach, kobietę z brodą i chłopców miłujących chłopców.
Landgraf zdobył to miasto po ciężkiej bitwie.
Dzicy nie opuścili murów z ochotą.
Wojska Landgrafa podeszły pod nie wieczorną porą.
Kanonady i zmagania trwały aż do północy.
Wyzwolicieli powitał burmistrz pochodzący z nadania Dzikich.
Burmistrz podjął Landgrafa wieczerzą.
– Czy wszyscy mieszkańcy miasta są już bezpieczni? – spytał Landgraf, gdy podano jadło.
– Wszyscy godni i owszem – odpowiedział burmistrz.
– Co masz na myśli mówiąc: „godni”? – wtrącił się Wicehrabia.
– Ano myślę o tych, mości panie, co są zdrowi…
– To o chorych tu nie dbacie? – rzekł przyjaciel Landgrafa.
– Dbamy i owszem. Gdy kto zachorzeje, kobiety sposobią dekokty i zdrowie chorym szybko wraca – odrzekł włodarz miasta.
– To o kim mowa? – drążył Wicehrabia.
– Ano o tych odmieńcach – rzucił jeden z mieszczan.
– W czym rzecz? – wtrącił się Landgraf.
– Podobno przynoszą nieszczęście – stwierdził burmistrz i zajął się obgryzaniem mięsiwa.
– „Podobno”, to niewiele… – skomentował Wicehrabia.
– A jak traktowali ich Dzicy? – zapytał Landgraf.
– Dzicy ich wieszali albo więzili – odpowiedział burmistrz.
– Radzisz więc, byśmy postąpili tak samo?
– Mówię tylko, że mogą być zdradliwi i niebezpieczni – stwierdził włodarz.
– A konkretnie? – spytał Wicehrabia.
– Nigdy nie widziano ich w Świątyni – powiedział mieszczanin.
– Budzą też zadziwienie i niepokój ludzi… – dodał burmistrz.
– I to wszystko? – zdziwił się Wicehrabia.
– Dla nas maluczkich, to aż nazbyt wiele – podsumował włodarz. – Może wielcy panowie widzą to inaczej, ale my tu tego nie lubimy.
Kolacja nie trwała długo. Zebrani spożyli strawę i rozeszli się do kwater.
Landgraf pożegnał się z Wicehrabią po krótkiej odprawie.
– Co wasza miłość sądzisz o mowie burmistrza? – spytał nagle Wicehrabia.
– Myślę, że po rozprawie z Dzikimi, czeka nas jeszcze większa i cięższa wojna… domowa.

Wierzchowce Landgrafa.

Po pierwszej wygranej bitwie nadeszło spokojniejsze popołudnie.
Nao Tathel nie podjął jeszcze działań, a ludzie w krainach dawnego Imperium Rozynu cieszyli się z tego, że odżyły  ich Słuchadła.
– Myślę, że nadeszła pora, by dokonać przeglądu naszych wojsk – rzekł Landgraf do Wicehrabiego.
– To prawda – odpowiedział Wicehrabia i przywołał adiutantów.
Pół godziny później, we wszystkich obozach sprzymierzonych, odezwali się trębacze.
Landgraf dziarsko dosiadł konia.
Za nim podążył Wicehrabia ze sztabowcami.
Po chwili byli już na pierwszym apelowym placu.
Armia Landgrafa, tylko z pozoru była różnobarwną zbieraniną.
Liczne szeregi, karnie stawiły się pod komendę i szybko reagowały na rozkazy.
Apele w kolejnych obozach przebiegały sprawnie i bez zwłoki.
– Co o tym sądzisz, mości Wicehrabio?
– Myślę, że pora jutro ruszyć w drogę… – odpowiedział arystokrata.
A kiedy przyjaciel Landgrafa wyrzekł te słowa, w obozach posłyszano narastający tętent tysięcy końskich kopyt.
– A więc zaczęło się… – pomyślał Landgraf i… – Formować szyki! – krzyknął do żołnierzy!
Nim jednak kolumny zdołały ustawić się do strzału, na apelowym placu pojawił się pierwszy ze spłoszonych koni.
Po nim nadbiegły kolejne.
Było ich całe mrowie.
Mocno zdrożone, biegły w bezładzie.
Niektóre z nich miały jeszcze siodła.
Siodła były zdobne w zielono-złote barwy.
Wicehrabia wydał rozkaz, by je wyłapano.
– Jakie znaki mają u boku? – spytał Wicehrabia.
– To herby Królestwa Geworii – odpowiedział Landgraf.
– Na Moc Absolutu! – wykrzyknął Wicehrabia – Toż to wierzchowce najsłynniejszej kawalerii Świata!
– Tak, mości panie Wicehrabio, ta wojna będzie bardzo ciężka, ale jak rzekłeś, czas już ruszać w drogę.
Na rozkaz Landgrafa konie Kawalerii Królestwa Geworii nakarmiono i oczyszczono.
Zgodnie z wolą wodza, na tych właśnie koniach ruszyć mieli do boju landgrafowi ułani.
– Pomyśl tylko, mości panie, jak wielka będzie radość mieszkańców geworyjskiej stolicy, gdy dotrzemy tam na nich, przynosząc królestwu upragnioną swobodę…

Pierwsze starcie, czyli głos nadziei…

Zaczęło się niewinnie.
Szpica wojsk Landgrafa podeszła pod peryferyjne zabudowania miasteczka Tsentignonn.
Szpicy przewodził doświadczony wachmistrz, niejaki Turdo At Lonna.
Podoficer ów zręcznie doprowadził podwładnych pod mury i zakomenderował siedem ostrych salw do kompletnie zaskoczonego wroga.
*
(Czcigodny Pan Turdo, po latach, wspominał, że głównym motywem jego działania była wściekłość na Dzikich za lata klęsk i zło wyrządzone jego bliskim.
Najeźdźcy uśmiercili mu ojca, matkę i dwóch braci).
*
Później, sprawy potoczyły się szybko.
Zaskoczona wataha Dzikich poszła w rozsypkę.
Wachmistrz Turdo i jego podkomendni nie żałowali kul ani prochu.
Po trzydziestu antyfonach do miejscowych Bogów, do akcji wkroczyła Kawaleria Baronów Landgrafa i Dzicy zostali starci na proch.
*
– Ilu ich było?! Ilu?! – grzmiał Nao Tathel.
– Nie więcej niż parę setek, panie… – odpowiedział sługa wodza.
– Nie więcej niż parę setek?! Kpisz sobie?! Czyżbyś nie wiedział, że takie są początki końca?!
– Panie… Przecież oni zdołali odbić tylko jedną małą mieścinę… – wysapał sługa łamiącym się głosem..
– Naprawdę jesteś aż tak głupi, czy tylko udajesz?! Gadaj mi tu, kto im przewodzi?!
– Nikt szczególny panie, pewien staroświecki arystokrata – Landgraf Larsji i jego przyjaciel Wicehrabia Bunderwaldu.
– Ja po prostu nie wierzę własnym uszom! – Nao mrużył oczy ze zdumienia – Wyjawiasz mi tu imiona największych naszych wrogów i nie przywiązujesz do tego najmniejszej wagi?!
Po czyjej ty jesteś stronie?! Pytam!
– Jestem waszym najwierniejszym sługą, panie….
– Jeśli tak, to koniec bliski! – warknął Nao Tathel.
*
– Myślisz waść, że to podziała? – spytał Landgraf.
– Jestem pewien! – odpowiedział Wicehrabia.
– Tyle już przecież lat minęło od upadku Imperium… – powątpiewał arystokrata.
– Z tego co wiem, ludzie są bardzo przywiązani do pamiątek po dawnych, dobrych czasach.
Ukrywają Słuchadła w domach wierząc, że kiedyś posłyszą głos nadziei – odparł Wicehrabia z przekonaniem. – A teraz właśnie nadszedł ten moment
– Skoro tak, zaczynajmy! – odpowiedział Landgraf.
– Czy wasza miłość przygotował swoją mowę? – spytał Wicehrabia.
– Człowiek odpowiedzialny zawsze wie, co chce powiedzieć – odrzekł Landgraf.
– A zatem czas najwyższy przywrócić Światu wiarę – ucieszył się  Wicehrabia i przekręcił wielkie, karbowane pokrętło starej maszyny.
Maszyna roziskrzyła się światłami. Wydała długi, monotonny dźwięk i zamilkła, gotowa do działania.
– Teraz, łaskawy panie… – szepnął Wicehrabia.
*
– Drodzy Przyjaciele – Kochani Rodacy! Drodzy Sprzymierzeńcy!.
Jeżeli nie wiecie jeszcze o tym, co stało się w przezacnym mieście Tsentignnon, to z całym należnym wam szacunkiem, niniejszym komunikuję, że po latach klęsk i upokorzeń, udało się nam odzyskać pierwszy skrawek Naszej Wspólnej Ziemi!
Od tej też pory, ciemiężyciel nasz i wróg, nie zazna już spokoju…
*
Słudzy i wojownicy Nao Tathela nigdy nie widzieli go w takim stanie.
Gdy mowa Landgrafa Larsji dobiegła końca, Nao, zdobywca i krwawy wódz, był po prostu blady.
– Kto mógł to usłyszeć? – spytał głuchym tonem.
– Prawdopodobnie poddani z różnych zakątków Wrażej Strony(*) – stwierdził Technik.
– Czy możesz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego tak jest? – spytał Nao swego sługę.
– Panie, od upadku stolicy, wszystkie te idiotyczne Słuchadła głucho milczały.
Uznaliśmy więc, że ich milczenie jest kolejnym, dobitnym dowodem naszego wielkiego zwycięstwa – odpowiedział sługa.
W tym momencie Nao był już bliski furii:
– Co znaczy…: „uznaliśmy”? – syknął. – KTO?! Uznał?! – wrzasnął Nao.
– No… My… Walczący… – wybąkał sługa i zastygł w głębokim ukłonie.
*
Jeszcze tego samego dnia, Nao Tathel kazał powiesić swego sługę, a we wszystkich podbitych krainach pojawili się woje Tathela z misją odebrania ludziom nadziei.
Tak oto zaczęła się długa i krwawa wojna, której miarą była stal, krew i… głos.
CDN.

(* Wraża Strona – pogard. – w słownictwie Dzikich – pokonane Imperium Rozynu).

Niecierpek.

Wojna trwała już trzeci rok.
Landgraf i Wicehrabia schronili się na głębokim południu kontynentu.
Tam, pośród gór i lasów krainy zwanej Mandheer, zbierali wszystkich, którzy zdołali ujść przed nawałą Dzikich.
Tymczasem Dzicy, pod wodzą okrutnego Nao Tatela, podbijali kolejne kraje dawnego Imperium.
Z czasem, w górsko-leśnym azylu sojuszników Landgrafa, zebrało się tylu ludzi, broni i ocalonych przedmiotów, że sytuacja dojrzała do kontrofensywy.
Traf, los lub bogowie, sprawili, że w tych właśnie dniach, do obozu Landgrafa dotarł Czcigodny Mnich ze Wzgórza Salwerstut.
A, że przed wielką wojną był on postacią znaną, to jego przybycie zostało przez wszystkich zauważone.
– Jakie wieści przynosisz Czcigodny Mnichu? – rzekł Landgraf na powitanie.
– Nic ważniejszego od tego, co zobaczyłem tutaj – odpowiedział zakonnik.
– Co masz na myśli? – wtrącił się Wicehrabia.
– Myślę o pewniej leśnej roślinie, którą nazywają niecierpkiem – zagaił Mnich tajemniczo.. – Niecierpek wygląda tak skromnie, że jest przez wszystkich lekceważony i z pozoru uzupełnia tylko leśny krajobraz. Myli się jednak ten, kto przejdzie obok niego obojętnie. Wystarczy bowiem chwila nieuwagi. Wystarczy niecierpka potrącić, a wystrzeli on w górę swoje nasienie. I tylko skończony głupiec nie zauważy, że po jednym przejściu kogoś, komu wydaje się, że jest przepotężny, niecierpków będzie nie dwa, lecz kilkaset razy więcej.
– Ciekawa metafora – zauważył Landgraf.
– To nie przenośnia lecz stwierdzenie – odpowiedział Mnich.
– Uważasz więc, że nadszedł czas?
– Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości. – stwierdził zakonnik. – Szczególnie, że tego niecierpka potrącono już tak wiele razy…
*
Wieczerza nie trwała długo.
Czcigodny Mnich z Salwerstut podziękował za przyjęcie i udał się na spoczynek.
Tymczasem Landgraf zaprosił Wicehrabiego i wszystkich liczących się przywódców na rozmowę. A kiedy zgromadzeni usłyszeli co powiedział zakonnik, zgodzili się z nim całkowicie.
Narada była konkretna. Zakończono ją po dziewiętnastu pacierzach.
Po spotkaniu zebrani rozeszli się do kwater.
W kwaterach zaś zapłonęły światła.
Wezwano sztabowców, adiutantów i sekretarzy.
Czas naglił. Podczas narady ustalono bowiem, że wyprawa rozpocznie się już po jutrze.
A kiedy, tuż przed północą Landgraf żegnał się z Wicehrabią, zadał mu tylko jedno pytanie:
– Dlaczego tego nie zauważyłem?
– Czego? – spytał Wicehrabia.
– Pytam, dlaczego tak długo tu jesteśmy nie podejmując wyzwania?
– Myślę, że czasem jest tak, że ktoś musi spojrzeć na nas z boku – odpowiedział Wicehrabia.
Godzinę później Landgraf ułożył się do snu.
Przyśniła mu się wielka leśna łąka z tysiącami dojrzałych niecierpków.

Krasnoludek.

Jeśli zajdzie Cie od tyłu,
Jeśli kopnie, opluje,
lub zrobi coś jeszcze gorszego,
to mimo gniewu,
poszukaj w sobie tyle cierpliwości,
by wysłuchać jego racji!
Zawsze bowiem warto
zapoznać się z opinią kogoś,
kto obserwuje Cię od lat.
🙂

Traktat o doskonałości.

Nie ma nic bardziej irytującego
nad nieukończone ludzkie dzieła.
Bo nic bardziej nie drażni człowieka,
niż nieosiągnięty cel.
Jednakże:
sam akt tworzenia
zaliczany jest  do największych ludzkich przyjemności.

Starajmy się zatem
tworzyć rzeczy doskonałe,
lecz jeśli się to nie uda,
podchodźmy do sprawy z najwyższą pokorą:
pozostawiając po sobie choćby niedoskonały ślad…
🙂

O wartości pryncypiów.

Nigdy nie wierzcie tym, którzy z minami mędrców,
utwierdzają was w przekonaniu, że honor nie ma żadnych wartości odżywczych.
Wierzcie raczej w to, że pomiędzy permanentną prostytucją,
a żelaznym dziewictwem, jest cała gama lepszych i gorszych kompromisów.
Będąc bardzo młodym człowiekiem, zrozumiałem, że nie jestem w stanie rzucić wszystkiego, by wzorem Apostołów, podążyć za Chrystusem.
Nie zwolniłem się jednak całkowicie z obowiązku słuchania Jego Słów.

Cześć Pamięci Bohaterów i Ofiar z warszawskiego getta.

Powstali do beznadziejnej walki w obronie ludzkiej godności.
Cześć Pamięci Bohaterów,
Polskich Żydów – Naszych Braci i Sąsiadów.
Cześć Ich Pamięci.

Cześć Ofiarom Katynia.

Składam wyrazy czci i szacunku dla
Wszystkich Ofiar sowieckich zbrodni.
Szkoda, że Ich dziś z nami nie ma.

493. Rocznica Hołdu Pruskiego.

10 kwietnia 1525 roku, na krakowskim Rynku, Książę Pruski Albrecht Hohenzollern, złożył Hołd Lenny Królowi Zygmuntowi I Staremu z Dynastii Jagiellonów.
Hołd Pruski zalicza się do najświetniejszych wydarzeń Złotego Wieku Rzeczypospolitej Obojga Narodów i powinien być dla Nas wszystkich, istotnym punktem odniesienia, jako wielki sukces i powód do dumy.
Powinien być tez żywym przypomnieniem kulturalnej, społecznej, politycznej, gospodarczej i militarnej potęgi Rzeczypospolitej.
Lecz czy ktoś dziś o tym pamięta?

Ja, w każdym razie,
Składam Wszystkim Polkom i Polakom
moje najserdeczniejsze życzenia
samych tylko sukcesów
w jagiellońskim stylu!
Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑