RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Wawel (page 39 of 80)

Cesarz.

Nigdy nie miałem zaszczytu poznać Najjaśniejszego Pana osobiście
ponieważ był łaskaw przejść do historii
zanim pojawiłem się na tym Świecie.
Po raz pierwszy spotkałem Najjaśniejszego Pana
w szkolnym podręczniku.
Pojawił się na stronie 126
w bardzo eleganckim mundurze z orderami i pióropuszem.
Stał na podeście i pozdrawiał żołnierzy idących na Wielką Wojnę.
Z tego co wiem, ta wojna stanowczo przerosła wyobrażenia Najjaśniejszego Pana.
W efekcie okoliczności zmusiły Jego Wysokość do abdykacji.
Wielka szkoda, że Najjaśniejszy Pan podjął tak radykalną decyzję,
a Moi Przodkowie znosić musieli terror pewnego wyjątkowo wrednego kaprala z niedorzecznym wąsikiem!
Ale czy mogę winić za to Cesarza?
🙂

Solą w oku Putinowi ten znak.

I wcale się nie dziwię!
Bo ZJEDNOCZENIE i SZCZERA SOLIDARNA BRATERSKA WSPÓŁPRACA
Litwy, Ukrainy, Białorusi i Polski
zmieniłaby układ sił w Europie.
MYŚLĘ, ŻE KIEDYŚ WSZYSCY TO ZROZUMIEMY!
Tak jak wiedział to i rozumiał
Książę, Redaktor Jerzy Giedroyć.

Pierwszy tegoroczny renifer!

Słuchajcie!
Widziałem już pierwszego renifera!
I Pewnie, że był jakiś dziwny!
Taki wczesny…
Umorusany
Nadpobudliwy
Cały uturlany w szronie…!
Biegał więc tu i tam
Dzwoniąc regulaminowym reniferowym dzwoneczkiem!.

I wiecie co?!
Nawet nie próbowałem za nim biec!
Wręcz przeciwnie!
Nie zrobiłem nic.
Uśmiechałem się tylko nieśmiało.

Bo przecież Święta to taka niezwykła pora…
A poza tym tak łatwo jest spłoszyć pierwszego gwiazdkowego renifera…
🙂

Serce.

Przechadzamy się boso po piasku.
Przeciągamy się i ziewamy.
Mamy oddech przyspieszony,
(I ciśnienie zbyt wysokie!),
I najczęściej nic nam nie pasuje.
Nawet wtedy,
gdy jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Niech więc będzie przeklęty ten, który to zaczął!
Niech gryzie ziemię!
Niechaj zapomniane będzie imię jego!

Wiesz…
Często widzę Twoją Twarz tam, gdzie jej nie ma.
I nie jestem pewien,
czy to Ona.
Ale wierzę głęboko,
że sny nie kłamią,
Że dusze się widzą,
A to, co dobre jest nam przeznaczone.

Widzę Cię więc nieustannie!
A miłość,
Jak Anioł Biały,
Jest zawsze przy mnie.
Szczególnie wtedy,
Kiedy naprawdę mi Jej potrzeba…

Wielki Polny Wąż.

Słońce było jeszcze bardzo nisko nad horyzontem, kiedy stary Antoni z synem Krystkiem i Marcin ze swoim pierworodnym Jontkiem, wyszli w pole.
Czekał ich ciężki dzień.
Ledwie wczoraj wieczorem oracze natrafili w polu na trzy wielkie kamienie. Głazy leżały obok siebie i do zmroku nie ustalono, jak głęboko sięgały i jak bardzo mogły być ciężkie.
Ostatecznie oracze postanowili rzecz całą zbadać o świcie. Antoni i Marcin mieli nadzieję, że nie trzeba będzie prosić hrabiego o konie, bo choć pan chętnie godził się na takie przysługi, to jednak później zawsze trzeba się było odwdzięczyć odrobkiem.
Kiedy chłopi dotarli do kamieni, nad pobliskim lasem zerwało się stado wron. Ptaki z głośnym krakaniem okrążyły pole i odleciały w kierunku wsi.
Głazy nosiły ślady wczorajszych prób podkopania. Teraz jednak wyglądały na jeszcze większe i cięższe niż wczoraj.
– Nie wygląda to najlepiej – ocenił sprawę Antoni.
– Coś mi się tak zdaje… – zgodził się Marcin.
– Tego mniejszego ruszymy sami i może wyorzemy – ciągnął Antoni. – Józef od Matusa ma dwójkę koni i wóz. Za trzy flasze i ziemniaki na pewno pomoże. Ale te dwa większe, to już insza inszość.
– Nie obędzie się bez odrobku… – skonstatował gorzko Marcin.
– Ani chybi – potwierdził Antoni.
– Trzeba będzie wziąć z majątku po sześć koni do kamienia i ze dwa ciężkie wozy do zwózki.
– Za to wszystko ekonom, ani chybi, policzy sobie z tydzień na pańskim polu – szacował Marcin.
– To, albo z kamieniami macie Marcinie pół morgi roli mniej… – zauważył Antoni.
– Racja. Takie życie. – westchnął Marcin. – Od czego zaczniemy?
– Najpierw obkopmy najmniejszy kamień i zobaczmy, co pod nim jest: czy ziemia, czy może jeszcze inne kamienie – stwierdził Antoni. – A potem pójdę zgadać się z Józefem.
– Niech tak będzie – rzekł Marcin i chłopi wzięli się do pracy.
Mieli ze sobą wszystko co trzeba: liny, łańcuch, kilofy i łopaty. Razem z synami dziarsko wzięli się za wykopywanie kamienia.
Z początku wszystko szło gładko. Łopaty natrafiały na samą ziemię, a kilofy łatwo odnajdowały krawędzie głazu.
W końcu pod wystający brzeg kamienia udało im się podciągnąć łańcuch.
Ujęli jego dwa końce i zaczęli ciągnąć. Zamierzali postawić głaz na sztorc, a później wyrzucić go na powierzchnię ziemi.
I wtedy stało się coś strasznego.
Kamień przez moment zachowywał się tak, jak oczekiwali, ale chwilę później z impetem osunął się w głąb ziemi.
Wyglądało to tak, jakby ruszony głaz zatykał wylot jakiejś pieczary.
Oracze nie zdążyli zareagować, kiedy część otaczającego pola zapadła się, a kamień i Krystek, syn Antoniego, zsunęli się do zapadliska.
– Na Boga! Na Boga! Synu! – lamentował Antoni.
– Musimy go wyciągnąć! Jontek! – wrzasnął Marcin. – Biegnij do domu po żagwie i dodatkowe liny! Biegnij i to szybko!
Jontek wykonał polecenie ojca i w ciągu dwóch pacierzy był przy głazach z worem pełnym żagwi, krzesiwem i dwoma długimi linami.
– Wiążemy! – powiedział Marcin i obaj starsi oracze uwiązali liny do największego z głazów i zeszli w dół.
– Krystek! Krystek! – wołał Antoni, ale z dołu nie dochodził żaden dźwięk.
Krzepcy mężczyźni szybko opuszczali się po stromym, ziemnym uskoku i w końcu stanęli u jego podnóża.
A kiedy zapalili żagwie zamarli z zaskoczenia. Krystka nie zobaczyli. Natomiast na dnie głębokiego, ziemnego dołu dostrzegli coś, co wyglądało jak wielki, gładki i połyskujący kamień.
Wkrótce jednak chłopi pojęli, że nie patrzą na kamień, ale na zwinięte cielsko gigantycznego węża.
Wąż z początku leżał nieruchomo. Oracze nie wiedzieli co robić, a chwilę później popełnili ogromny błąd…
Wąż poruszył się, a chłopi wpadli w panikę i zaczęli wspinać się na linach.
Ihtimia Inblandia, zwana Wielkim Polnym Wężem, też zachowała się odruchowo i w ciągu kilku sekund rozdarła ciała oraczy na strzępy, a później wypełzła na pole.
Los Antoniego i Marcina podzielił także Jontek, który na widok gada zemdlał i przewrócił się na ziemię.
Wygłodniała bestia zobaczyła jednak ruch i poczuła zapach ludzkiego ciała.
Jontek nie przeżył kolejnych dwóch minut.
Potem wielki wąż popełzł szybko, łukiem w kierunku lasu.
Krystek ocknął się z wielkim bólem głowy dopiero wtedy, kiedy pół wsi zeszło się na pole, by szukać oraczy i dociekać, co takiego się tam stało.
Krystka wyciągnięto na powierzchnię, ale oszołomiony chłopak nie potrafił nic powiedzieć.
Kiedy wpadł pod ziemię, uderzył głową w grunt, a nogą trącił ogon Ihtimii.
Wtedy Wielki Polny Wąż zaczął budzić się z bardzo długiego snu.
Chłopi długo dziwili się temu wszystkiemu.
Coś jednak zmieniło się w okolicy.
W pobliskich wsiach zaczęli ginąć ludzie,
a las w którym schroniła się Ihtimia Inblandia zwać zaczęto ponurym,
albo strasznym lasem…

Dobranoc Państwu.
🙂

Szybko po schodach.

Zbiegając po nich nie odczytujemy ludzkiej proporcji
zawartej w rozmiarach pojedynczych stopni.
Nie znamy nazwiska projektanta, inżyniera, ani wykonawcy.
Zbyt łatwo przyzwyczajmy się też do tego, że schody po prostu są.
I z czasem wymagamy, by były one wszędzie!
W konsekwencji powstają technologie,
które zakładają ilość i tymczasową jakość.

Nie łudźmy się jednak, że będą one świadczyły
o pięknie i wygodzie naszych czasów.

Jak stare rzymskie schody przy Forum Romanum…

11 listopada – Narodowe Święto Niepodległości.

Wspominając wydarzenia z 1918 roku
składam hołd Wszystkim Naszym Przodkom,
którzy pracowali, walczyli, cierpieli i ginęli
dla Niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej.
Czynię tak, mając głęboką nadzieję,
że my naszej obecnej Niepodległości nie zmarnujemy,
że Jej nie oddamy,
albo że nie zmienimy Naszej Zachodniej Demokracji,
w jakąś żałosną, duszną dyktaturę.
Tego Wam
Maje Rodaczki i Moi Rodacy,
z serca życzę!
Gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie.
🙂

Z wyrazami szacunku
Robert Gorczyński
Polak. 

Błogosławieństwo Trumpa – Oferta Putina.

Myślę, że może być tak: „nasi” z PiS pojadą do Donalda Trumpa nawiązywać z nim kontakt, a on im powie:
Panowie, zależy wam na bezpieczeństwie i zwalczaniu terroryzmu.
Mam więc dla panów bardzo dobrą wiadomość!
Jestem teraz w doskonałej relacji z panem prezydentem Władimirem Władimirowiczem,
a jego siły są geograficznie bardzo blisko państwa granic.
Porozumcie się więc w tej kwestii z zaprzyjaźnioną z nami Rosją.
Mają panowie na to moje błogosławieństwo.
No i będziemy ugotowani.

Wygrana Orbana na Węgrzech, PiS w Polsce, Brexit w Zjednoczonym Królestwie i Trump w Stanach,
to ta sama fala bardzo złych tendencji dotyczących Zachodniej Cywilizacji.
Do tego dodajmy nacjonalizmy, agresywnych imigrantów, czy zamachy islamistów – ten cały bajzel w Unii Europejskiej.
i mamy polityczne błoto, jak nic, pachnące wielką wojną.

Przypomnę, że od takich nastrojów rozpoczęła się pierwsza wojna światowa.
Na fali podobnych mechanizmów do władzy doszedł Adolf Hitler.

Dziś wybory w Stanach Zjednoczonych.

W najgorszych nawet czasach komunizmu Stany Zjednoczone były punktem odniesienia.
Rządziły tam zawsze stabilne i przewidywalne władze.
Jako Polak i zdeklarowany Zachodni Europejczyk mam nadzieję, że tak pozostanie.
Mam więc nadzieję, że Trump NIE wygra, a Putin nie otworzy swojego oczekiwanego szampana.

Kongo.

Kocham te bębny nad ranem
Zwołujące ludzi do pracy
Pokochałem je w chwili,
Gdy biali panowie przestali władać nad nimi.
Pokochałem je, gdy okręty przestały zabierać ich za ocean,
(A biali oficerowie nie rządzą już w Kapsztadzie!).
Kongo Tajemnicze, magiczne miejsce w Afryce,
Nigeria,
Republika Południowej Afryki,
Algieria,
Nigdy nie byłem w tamtych stronach,
Ale widzę ile naszej planecie dać one mogą!
Kongo!
Afryka!
Niezbadana planeta!
Zapomniana przeszłość,
Nieznana przyszłość.
Tam niemożliwe staje się możliwe!
I takie właśnie jest Kongo.
Zapomniana kolebka
Naszej Wspólnej Sprawy.

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑