RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Adam Gorczyński (page 14 of 29)

Rocznica Wybuchu Powstania Warszawskiego.

Z nisko pochyloną głową,
bez zbędnych słów,
oddaję dziś cześć
Powstańcom Warszawy.
Czynię to z tym większym
szacunkiem i pokorą,
że z czasem,
(coraz bardziej poznając siebie),
coraz mniej jestem pewien,
czy byłoby mnie stać
na tak wielkie poświęcenie…
Z wyrazami najwyższego uszanowania!
Robert Gorczyński

Błogosławiona Naiwność.

(Modlitwa przebłagalna).
Daj mi Jej Panie Boże jak najwięcej!
Tak bym nie zaczął myśleć,
że większość otaczających mnie ludzi,
czegoś ode mnie chce.
Uczyń też tak, Panie Boże,
by nadal mi się zdawało,
że zdolny jestem do wielkich czynów!
Mimo, że codzienność tak dosadnie
podszywa moją kurtę tchórzem…
🙂

Imigrant.

Nie jestem rasistą,
więc zapraszam.
Proszę tylko o uszanowanie
praw i tradycji mojego kraju…
P.S.: Jak donoszą media, niedawno Polka zamówiła przez telefon jedzenie.
Hinduski dostawca postanowił jednak, nie tylko zrealizować powierzone mu zamówienie,
ale też seksualnie napastował Klientkę w Jej własnym domu!
I nie jest to odosobniony przypadek.
Podobnie i równie często, zachowują się Arabowie i Afrykańczycy.
Pytam więc:
CO Z WAMI JEST IMIGRANCI Z POŁUDNIA, Z BLISKIEGO I Z DALEKIEGO WSCHODU,

że tak bardzo gardzicie i nie szanujecie Kobiet,
i przenosicie swoje, z gruntu złe, przyzwyczajenia do

Mojego Kraju?!
Co z Wami jest?!
P.S.: Starszy Brat Mojej Babci też był Imigrantem.
Zawsze jednak wiedział, jak się zachować i jak okazać najwyższy szacunek Mieszkańcom Kraju, w którym się znalazł.

Raport ze zniewalanej Polski.

Do Władz Unii Europejskiej!
Do Jej Królewskiej Mości, Królowej Wielkiej Brytanii Elżbiety II,
Do Senatu i Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej,
do Władz Najwyższych Organizacji Narodów Zjednoczonych,
do Władz Wojskowych NATO,
Jarosław Kaczyński, po opanowaniu Senatu i Sejmu Niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej,
po przejęciu Rady Ministrów Rzeczypospolitej,
po opanowaniu Trybunału Konstytucyjnego,
prowadzi teraz zmasowany atak na Sąd Najwyższy,
wmawia przy tym wszystkim Obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej,
że każdy, kto broni Demokracji i Europejskich Standardów w Polsce,
jest zdrajcą Polski.
Natomiast Przedstawicieli Demokratycznej Opozycji
nazywa „totalną” opozycją
„donoszącą” na Polskę obcym,
co w polskiej patriotycznej tradycji
jest synonimem zdrady.
Zagrywka Jarosława Kaczyńskiego polega więc na tym, że sugeruje On Polakom, że nie jesteśmy Członkami Unii Europejskiej,
natomiast Unia Europejska jest Polsce wroga.
W związku z powyższym,
bardzo serdecznie proszę
Wszystkich Szanownych Adresatów
niniejszego memoriału,
o podjęcie stosownych kroków celem,
wyjaśnienia Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu,
w jak katastrofalnym i wielkim jest błędzie.
Z wyrazami najwyższego szacunku
Robert Gorczyński

Obywatel Rzeczypospolitej Polskiej,
Potomek Dziedziców Brzeźnicy.

Jaki błąd popełniliśmy?

Manifest Osobisty.
Dlaczego, nam Polakom, tak łatwo przychodzi wyzywać się od najgorszych,
od zdrajców i od kanalii?
Dlaczego nie potrafimy spojrzeć sobie w oczy,
czy może nawet… spotkać się przy kawie i tak po prostu,
od serca, podyskutować?
(Ja wcale nie twierdzę, że jestem w tej kwestii bez grzechu…)
Po roku 1989. żyłem w przekonaniu, że zmiany które zaszły, są tym właśnie wskrzeszeniem Niepodległej Polski, na które czekały całe pokolenia Polaków.
Natomiast głosy osób zbliżonych do Jarosława Kaczyńskiego, traktowałem jak,
(i co najwyżej…), zdanie moich, nie do końca rozumiejących sytuację, Rodaków…
(I trwało to cale lata…).
Pewien byłem, że wreszcie kroczymy jasną i prostą drogą.
Oto, na moich oczach, NSZZ „Solidarność” wygrała wybory
(nawet jeśli były one kontraktowe…).
Fundamentalne sprawy uzgodniono przy Okrągłym Stole
(zamiast strzelać do siebie, tak jak w Rumunii).
Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Małgorzata Niezabitowska, Leszek Balcerowicz, Leszek Robert Moczulski i wielu, wielu innych wartościowych ludzi, wypalając tony tanich papierosów,
wzięło się do ciężkiej pracy, tworząc nową – nowoczesną, niepodległą Polskę.
Polskę  – pełnoprawnego członka Unii Europejskiej, członka NATO.
Wartościowego i ważnego uczestnika zachodnich wydarzeń, spraw i praw…
Pewien byłem więc, że właśnie teraz, na moich oczach,
w moich czasach (i z moim udziałem!),
znaleźliśmy się nareszcie po właściwej stronie.
Tej stronie (i w tym stanie!), o który, z takim przekonaniem, walczyli:
Kazimierz Pułaski, Tadeusz Kościuszko, Książę Józef Poniatowski, Powstańcy Listopadowi, Powstańcy Krakowscy, Uczestnicy Wiosny Ludów, Powstańcy Styczniowi,  POW-iacy i Legioniści Komendanta Piłsudskiego oraz wszyscy Żołnierze II Rzeczypospolitej.
Aż nagle pojawił się on…
Polityk drugiego szeregu, uparcie promujący swego brata.
Uparcie forsujący tezy o „zdradzie” wszystkich tych Osób,
które były dla mnie prawdziwymi Bohaterami.
Z wielkim zdumieniem i niedowierzaniem
(przez dłuższy czas!), obserwowałem jego wzrost.
Z początku, ten ktoś, wydawał mi się niepoważny i śmieszny.
A teraz?
Teraz jest to bardzo niebezpieczny twór.
Dzieło ludzi, którzy nie potrafią sprostać życiu w obecnych
– jeszcze, mimo wszystko – normalnych czasach.
To produkt ludzi życiowo niespełnionych.
Tych, których nie stać było na prawdziwą walkę z własnymi słabościami
– z życiowymi przeciwnościami.
I dlatego wybrali właśnie jego – uszytego na ich miarę….
*
Może Naszym błędem była pycha i brak empatii?
Może nie zauważyliśmy towarzyszącej Nam smugi cienia?
(Ponoć pycha kroczy tuż przed upadkiem…)
W każdym razie, ja osobiście, nigdy nie czułem się człowiekiem „na topie”.
Nie zrealizowałem jeszcze swoich zamierzeń
i nie znalazłem się jeszcze w tym miejscu, w którym być bym chciał…
Wszystko jednak ode mnie tylko zależy
(I tego jestem pewien).
Nigdy więc nie przyszło by mi do głowy
by głosować na Jarosława Kaczyńskiego.
Dlaczego?
A dlatego, że źródeł własnych niepowodzeń upatruję
tylko i wyłącznie, w sobie…

Konfederacja Polski Niepodległej.

Miałem wtedy kilkanaście lat i opowieści Babci w głowie.
Miałem też mnóstwo pięknych marzeń.
Przeczytałem Statut oraz Ideową Deklarację
I z najwyższym wzruszeniem złożyłem pod nimi swój podpis!
A później…
No cóż…
Poszedłem już własnymi ścieżkami.
Został mi jednak wielki sentyment.
I choć nie zrobiłem dla Niej wiele,
to zawsze będę twierdził, że
Konfederacji Polski Niepodległej
bardzo Nam Wszystkim WŁAŚNIE TERAZ (!) brakuje.
P.S.: Z najwyższymi wyrazami szacunku dla Pana Leszka Moczulskiego.

Oświadczenie.

Niniejszym oświadczam, że pragnę by wszystkim było jak najlepiej.
By każdy człowiek, którego spotkam, nie miał do mnie najmniejszego żalu ani pretensji.
By szczęście uśmiechało się do wszystkich i do każdego.
By wszyscy byli dobrzy i życzliwi.
By każdy dzień był udanym dniem.
By zawsze była pogoda i optymalna temperatura,
By wszystko szło zgodnie z naszym planem.
I…
I….
I….
Reszty moich pragnień już nie wyrażę,
bo właśnie zrozumiałem, że są one
zbyt egoistyczne.

Landgraf i czeladnik.

Była to długa i mroczna noc przed wielką bitwą.
Landgraf, z wielką uwagą i cierpliwością, zgłębiał sekrety zawarte w księgach dawnych strategów.
Poszukiwał odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań.
Coś jednak nieustannie przeszkadzało mu w tych poszukiwaniach.
Tym czymś był monotonny stukot młotka.
W końcu Landgraf zdecydował się osobiście pozamykać frontowe okna swej siedziby.
Zniecierpliwiony podszedł do pierwszego z nich i wtedy się zawahał.
W ciemnej uliczce, przed bramą starej kamienicy, zobaczył młodego chłopaka pochylonego nad stosem kamieni.
Młodzik, z wielką pasją, starał się obrobić każdy z nich.
Z początku kamienie rozpadały mu się na drobne kawałki.
Po jakimś czasie dzieliły się one na trójkąty, aż w końcu,
większość jego dzieł, zaczęła przypominać sześciany.
– Jak cię zwą?! – krzyknął Landgraf do młodzika.
Chłopak zamarł. Po chwili jednak zrozumiał, że to do niego mowa.
Wstał więc z kolan. Odwrócił się i uniósł głowę.
– Słucham… Jaśnie wielmożnego pana…? – wyjąkał przerażony.
– Jak cię zwą? – powtórzył Landgraf.
– Marcin, panie – odpowiedział młodzieniec.
– Cóż czynisz?
– Ćwiczę panie.
– Cóż takiego?
– Obróbkę kamienia – odpowiedział chłopak.
– Czyż nie ma ku temu innej, stosowniejszej pory?
– Być może jest, ale mój mistrz pragnie bym do jutra opanował tę trudną sztukę.
Muszę więc to zrobić, bo inaczej odeśle mnie do domu, a bez pieniędzy nie będę mógł pomóc moim rodzicom i wtedy umrą oni z głodu.
– I jak ci idzie? – spytał arystokrata.
– Chyba coraz lepiej panie… – odpowiedział chłopak z nadzieją.
– Idź więc już do swej izby na spoczynek – nakazał mu Landgraf.
– Ale… ja jeszcze… – próbował oponować chłopak.
– Nie ma żadnego „ale”… i żadnego „jeszcze”… – przerwał mu pan z pałacu. – To jest rozkaz!
Wtedy chłopak skłonił mu się nisko i zebrał z ulicy wszystkie swoje przybory.
Landgraf natomiast powrócił do swych poszukiwań.
Wówczas też zrozumiał, że najwyższą wartością jest cierpliwość i ćwiczenie.
Wziął więc przykład z młodego rzemieślnika i doszedł do swego celu.
Arystokrata opuścił gabinet o świcie.
Przed spoczynkiem postanowił jednak załatwić jeszcze jedną rzecz:
Na jego osobisty rozkaz zbudzony został jeden z szacowniejszych brukarskich mistrzów w mieście.
Człek ów, wyrwany ze snu, skłonił się Landgrafowi nisko.
– Czym wam mogę służyć panie? – spytał skromnie brukarski mistrz.
– Mam pytanie.
– Pytaj panie o co chcesz… – odpowiedział mistrz.
– Czy twoim uczniem jest niejaki Marcin?
– Tak panie – odrzekł rzemieślnik.
– Co o nim sądzisz? – spytał Landgraf.
– To bardzo zdolny chłopak.
– Prawisz szczerze?
– Rzemieślnik nie może kłamać w takich sprawach – odpowiedział mistrz.
– Jak więc sądzisz, jak sobie jutro da radę?
– Sądzę panie, że jeśli nie zgubi go jutro co pechowego, to zostanie mianowany.
– Doskonale! Mam więc prośbę:
Oceń go bardzo surowo.
I jeśli nie wzbudzi twych wątpliwości, to daj mu tę sakwę.
A druga jest dla ciebie.
– Jak mam to rozumieć panie? – zdziwił się rzemieślnik.
– Zrozum to bardzo prosto – odrzekł Landgraf. – Była noc. Miałem wiele spraw do załatwienia.
Zaś uczeń twój, wykonując twe polecenia, z pozoru mi w tym przeszkadzał.
Ostatecznie jednak dał mi on odpowiedź na nurtujące mnie pytania.

Logika Landgrafa.

– Już wkrótce wrócimy na swoje miejsce… – rzekł Landgraf. – Czeka nas sporo pracy, ale to nieuniknione.
– Z pewnością – zgodził się Wicehrabia z wielką dumą. – Odzyskamy włości i pałace, a lud odda należną nam cześć!
– To nie takie proste – odpowiedział przyjaciel Wicehrabiego.
– O czym myślisz? – zdziwił się Wicehrabia.
– Myślę, że powinniśmy być lepsi. Powinniśmy wyciągnąć wnioski. Winniśmy też rozliczyć się z własnych błędów i zobowiązać do bezwzględnej życzliwości! – perorował Landgraf z pasją, a jego towarzysz przyglądał mu się uważnie.
– Życzliwości?! Względem kogo? – spytał w końcu Wicehrabia.
– Ależ to bardzo proste! – odpowiedział Landgraf. –  Powinniśmy z najwyższą życzliwością podejść do tych, których spotkała krzywda.
– Nie rozumiem… – Wicehrabia był zdumiony. – Przecież to Nao Tathel jest krzywdzicielem. My zaś niesiemy ludziom wolność.
– Mylisz się drogi przyjacielu – odrzekł Landgraf. – Gdyby ludzie nie mieli poczucia krzywdy, nie było by żadnego Nao Tathela, ani też  żadnych  jego sług.
– Wybacz, mości panie Landgrafie, ale jesteś wodzem – odpowiedział Wicehrabia z oburzeniem. – Nie możesz więc ulegać melancholii!
– Doceniam twoją troskę, drogi przyjacielu, ale to nie melancholia. To żelazna logika. Zaś wódz, jeśli chce pozostać wodzem, w żaden sposób nie może mylić skutków z przyczynami…

Buty Cesarza.

Nao Tathel dołożył wszelkich starań, by je zdobyć lecz Poczet strzegący tej świętej relikwii umknął mu w ostatniej chwili.
Jeźdźcy w mundurach dawnej imperialnej kawalerii, bez wytchnienia,  zmierzali do celu.
Po drodze widzieli wiele klęsk i pogromów, ale nic nie odwiodło ich od wykonania misji. Pamiętali oni dobrze ostatnie słowa Cesarza Imperium Rozynu:
– Szlachetni panowie, mój czas dobiega końca. Za chwilę podejmę ostateczną walkę z naszym wrogiem. Oddaję wam pod opiekę rzecz bardzo przyziemną, ale najważniejszą – moje buty. W nich zwyciężałem. W nich podejmowałem decyzje. W nich też starałem się sprostać klęsce. Przepowiednia mówi, że na głębokim południu, w lasach pod górami, pojawi się ten, który przyniesie wam wolność. Moją cesarską wolą jest więc to, byście dostarczyli owemu szlachetnemu mężowi, te buty. Niech, dzięki nim, poczuje jak wielka odpowiedzialność spoczywa na tym, kto w nich kroczy. Niech pozna was wszystkich i umiłuje, tak jak ja was wszystkich poznałem i umiłowałem!
*
Cesarski Poczet dotarł do granicznych posterunków wojsk Landgrafa przed północą.
Widok mundurów jeźdźców Imperium Rozynu wywarł na wojakach Landgrafa tak wielkie wrażenie, że we wszystkich jednostkach zapłonęły pochodnie.
Poczet Cesarza pojawił się przed kwaterą Landgrafa tuż przed godziną pierwszą w nocy.
Landgraf, Wicehrabia i wszyscy towarzyszący im wyżsi oficerowie, wyszli im na spotkanie.
– Czołem mości panowie! – krzyknął Landgraf i zdjął z głowy swój paradny, trójgranny kapelusz. To samo uczynił Wicehrabia i pozostali oficerowie.
– Cześć oddajemy waszej miłości i zgodnie z wolą Cesarza Rozynu, wyrażamy pragnienie rozmowy z przywódcą tutejszych formacji!
– Jam jest! – rzekł Landgraf i wystąpił przed swoich.
W tej chwili cesarscy oficerowie oddali mu pokłon i przekazali okutą, purpurową skrzynię.
– Oto dar Jego Cesarskiej Wysokości! – powiedział pierwszy z nich
Landgraf odebrał skrzynię. Postawił ją na dębowym stole i uniósł wieko.
Była w niej para czarnych, połyskujących butów.
Wtedy oficerowie powtórzyli mu przesłanie Cesarza.
Landgraf w milczeniu przyglądał się cesarskim butom.
– Myślę, że powinieneś je założyć… – powiedział Wicehrabia. – Nawet jeśli nie jesteś gotów, takie chwile są znakiem i wskazują nam drogę.
Wówczas Landgraf uniósł Cesarskie Buty wysoko i założył na nogi.
Żołnierze wiwatowali długo, a Cesarskich Gwardzistów podjęto sutą ucztą.
*
– Co mówią nasi ludzie? – spytał Król Nipru swego Sekretarza.
– To, że ów Landgraf przyjął Cesarski Dar i złożył przysięgę.
– Jakiej treści?
– Przysiągł, że będzie walczył o wolność wszystkich ludzi z krain podbitych przez Nao Tathela.
– Piękne słowa… – stwierdził Król Nipru.
– Co Wasza Królewska Mość o tym sądzi?
– Myślę, że czeka go ostatnia próba – odpowiedział Król Nipru. – Jeśli ją przejdzie, wtedy wyślemy mu Odsiecz.

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑