RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Polska (page 39 of 56)

Do tych, którzy pragną zniszczenia Unii Europejskiej.

Naprawdę pasuje wam powrót do tego, co było w XIX. wieku?
Naprawdę pasują wam wojny między Francuzami, Anglikami i Niemcami?!
Pasują wam Polacy umierający na wszystkich tych frontach?
Pasują wam Rosjanie mieszający się do naszych spraw?

Naprawdę wam to wszystko pasuje?!

Bo przy tym o czym piszę
I co jasno wynika z ewentualnego rozpadu Unii Europejskiej,
Wszystkie wasze argumenty brzmią śmiesznie i blado!

Ale tego wy – „eurosceptycy”
Po prostu nie widzicie.

Kim więc jesteście:
Wy, którzy z taką niecierpliwością wyczekujecie ruiny Naszego Wspólnego Ładu?!

 

Trzewia wielkiej ryby.

Ogarniają sporą połać morskiej głębiny.
Szczególnie na starych mapach opisujących krańce Świata.
Tam trzewia wielkiej ryby z łatwością potrafią przesłaniać całe archipelagi.
A woda wokół nich jest spieniona.
One zaś mkną na zatracenie
Będąc postrachem dla mniej odważnych,
I pomniejszych matrosów.
Bo trzewia wielkiej ryby
To taka tajemnica,
Którą zgłębić mogą jedynie
Kolumbowie,
Magellanowie,
Kapitanowie Cookowie,
I wszyscy inni,
Którzy nie zadowalają się zwykłym strachem,
Ale wolą zobaczyć trzewia wielkiej ryby
Na własne oczy.

Rzeczpospolita.

Tam jest, gdzie są Polacy
Gotowi patrzeć prosto w oczy swoim sąsiadom.
Ale patrzeć prosto w oczy nie oznacza patrzeć z nienawiścią.
Nie oznacza spoglądać z wyrzutem.
Nie oznacza okazywać przewrażliwienia.
Patrzeć prosto w oczy, znaczy śmiać się z angielskich dowcipów,
Znaczy mieć włoski luz
I francuską manierę.
A maniera ta polega na tym,
Że ubiera się w polski, szlachecki kontusz,
Każdego napotkanego Francuza!
Lecz wtedy ze zdziwieniem usłyszymy,
Że tak właśnie zachowują się Polacy!
I wiem co mówię, bo byłem w Amsterdamie
Z czerwoną, krakowską rogatywką na głowie.

Święty.

On zawsze przychodzi z tej strony,
Z której nikt jego przyjścia się nie spodziewa.
I nie ma on szat złotych,
Nie ma koron,
Nie ma berła,
Ani jabłka,
Ani miecza.

I nie musi być on starcem siwym,
Wręcz przeciwnie!
Czasem bywa starą babą.

Jest tak, bo nikt z nas przecież nie wie,
Jak biegnie świętości promień,
I jaki jest zamysł Pana Boga.

To Be.

Or not to Be?
That is the question!

Who answer me?!
Maybe Be?
🙂

Pochwała kur, czyli o wolności Polaków.

Kiedy siedzą na grzędzie,
Żadna z nich nie pozwoli,
By która rzekła,
Że wyżej siędzie!

Żadna z kur tych nie dozwoli,
Aby która z nich wyrosła:
Czy to tuszą,
Czy rozumem,
Czyli ziarnem
Ponad pozostałe!

Protesty wielkie,
I gdakanie,
I darcie piór będą podnosić!

Niech jednak tylko koguta cień się tam pojawi,
Największa z nich o najmniejsze z praw prosić nie będzie śmiała.
A gdy co dostanie
Choćby i nic prawie…
Wtedy z radością dziób swój rozdziawi!

Niczego dla kur tych już robić nie chcę,
Skoro swą godność tak ważą lekce…

Wielki Wykidajło.

Obserwuje wszystkich bacznie.
Śledzi nasze zachowanie.
Analizuje i wyciąga wnioski.

I nie mieści mu się w głowie,
By ktoś mógł narozrabiać w jego knajpie!

Oczywiście są tacy, którzy tego próbują,
Ale za każdym razem są wielce zdumieni,
Że noc skończyła się tak szybko…

Wielki Wykidajło
Rządzi w tej knajpie
(Imponując wszystkim dumną pozą).

Czasem tylko tak się sobie dziwię,
Że przychodząc do starego barokowego kościoła,
Coś z tej pozy odkrywam w sylwetce Pana Boga…

Hindusi mają pretensje do Brytyjczyków. A my co?! Waszmościowie!

Hindusi żądają zwrotu pewnego cennego diamentu, który „przechowywany” jest w jednej z koron w Londynie.
Czy nie uważacie, Szanowni Państwo, że nie powinniśmy mieć podobnych pretensji do Szwedów, którzy na analogicznych zasadach „przechowują” wiele pamiątek naszej świetności?
:-))))

Słońce pod horyzontem.

Niczego już nie rozjaśni, ani nie roziskrzy.
Niczego nie wyjaśni, ani nie dopowie.
Może tylko zasmucać.
Może tylko wzbudzać żal.

Słońce pod horyzontem…

Jest jak moment zaczerpnięcia powietrza
Przed nurkowaniem w głęboką toń.
Należy to robić dobrze,
Żeby dożyć następnego dnia…

Fala na Bałtyku.

Nic tak nie oczyszcza myśli jak jej stalowy powiew.
Jeśli w to nie wierzysz, przyjedź do Kołobrzegu w środku zimy!
Wtedy właśnie Fala na Bałtyku jest największa.
I nie przez to, że zmywa rozbawionych golasów z jakiejś plaży,
A przez to, że jak żyleta tnie wszystkich równo:
Nawet tych, którzy nieopatrznie wystawili nos na zewnątrz rozgrzanej po brzegi tawerny…

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑