RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: Wieniawa Długoszowski (page 39 of 80)

Szaleńcza wyprawa automobilem.

Nigdy nie kończy się przed przekroczeniem wszelkich możliwych zasad bezpieczeństwa.
Jest więc ostra jazda.
Bez wytchnienia i z piskiem wszystkiego, co tylko w samochodzie zapiszczeć może.
A później napotyka się na zakręt.
Lecz na zakręcie się tylko przyspiesza.
A później jedzie się jeszcze szybciej!
I wtedy następują konsekwencje.
Albo w ogóle ich nie ma…
Wszystko to nazywa się ryzykiem,
lub bardziej naukowo:
rachunkiem prawdopodobieństwa.
W każdym razie szaleńcza jazda automobilem
sprawia nam wszystkim przyjemność,
pytanie tylko, czy przyjemność rzeczywiście może być miarą ryzyka?

Lech Wałęsa, Leszek Moczulski i Marek Niedźwiecki.

Według mojej optyki, to trzy główne Postaci, które stały na czele ostatniej walki o Niepodległość Polski.
I pewnie, uwzględniając kryteria wprowadzanej obecnie szkolnej „podstawy programowej”, nie zaliczyłbym kilku ważnych egzaminów.
Ale wiecie co?
Mam to w nosie.
I to głęboko w nosie.
🙂

Pan Marzec.

W starym pociągu na trzecim siedzisku spoczywa tęgi Pan Marzec.
W rękach trzyma torbę wypchaną po brzegi kiełbasami.
Pan Marzec nie znosi niedostatku, szczególnie w kwestii kiełbasy!
Kiedyś kochał się w serach, ale teraz, wraz ze zbędnymi kilogramami, nadeszła epoka mięsa.
Era ta trwa od kilku lat.
I nie jest tak, że Pan Marzec nie je warzyw, ani owoców, nie wspomina sera…
Nie!
Nic z tych rzeczy!
Jego dietę wojskowi nazwaliby zapewne optymalną.
Kłopot tylko w tym, że Pan Marzec nie jest desantowcem.
Stąd to nagromadzenie zapasów tłuszczu i rozpychanie tkanek.
Pan Marzec jednak nic sobie z tego nie robi.
Każdego dnia zjada „przepisowe” nadmiary tanich kiełbas, wsiada do pociągu i jedzie do rodziny.
Pan Marzec może to robić bez skrępowania, bo nic go nie ogranicza.
Ma dobrą emeryturę, małe wygodne mieszkanko w centrum dużego miasta i ogrom wolnego czasu.
Lekarze są zadziwieni, że Pan Marzec nie cierpi ani na nadciśnienie, ani na cukrzycę.
Nie miewa też stanów przedzawałowych, ani depresji.
Radzą mu tylko dobrze, by zaczął o siebie dbać.
Kłopot jednak w tym, że Pan Marzec nie widzi powodu…
🙂

Sekretne życie Jean’a.

Jean…
w cielistych spodniach, z torbą z żółtej skóry,
w wysokim golfie z wełny shetland natural,
w czarnych lakierkach na bose stopy
i w dużych przeciwsłonecznych lustrzankach pod kędzierzawą, blond fryzurką…
(oto prawie kompletny opis postaci!)
Jean…
ucieka szeroką ulicą przed ścigającymi go panami w kapeluszach z wąskimi rondami i w prochowcach…
Mężczyźni, w przeciwieństwie do ściganego, nie przywiązują nadmiernej uwagi do wyglądu.
Dla nich ważniejszy był pościg.
(tak – oczywiście – to Policja!)
Jean…
Zgrabnie przeskakuje parkan,
później płot,
a następnie, z gracją, wspina się na mur.
Policjanci…
Żonaci panowie z brzuszkami, po czterdziestce,
Muszą chwilę pomyśleć zanim zlokalizują zardzewiałą, zieloną furtkę,
dzięki niej…
(może i bez gracji Jean’a!),
nadrabiają stracone sekundy.
Jean…
Policjanci…
Policjanci…
Jean…
Dynamika pościgu narasta!
Atmosfera się zagęszcza!
(w tle słychać jazzowy podkład muzyczny, jak w najlepszych filmach z brudnym Harry’m).
I nagle akcja się urywa…
Jean zdejmuje okulary.
Policjanci stają w miejscu i ściągają kapelusze.
Podkład muzyczny milknie.
Jeden moment.

Chwilę później wszyscy razem piją kawę i śmieją się z niedociągnięć.
Potem Jean sięga do kieszeni.
Szuka czegoś nerwowo i wyciąga komórkę.
(Szesnaście nieodebranych połączeń!)
Oddzwania.
W jednej chwili przestaje być zawadiackim dandysem.
– Tak Sophie, Oczywiście Sophie, Nie gniewaj się Sophie, Będzie jak zechcesz, Sophie.

I to już koniec zdjęciowego dnia.
Jean wraca do domu i potulnie zakłada pantofle,

Natomiast dwaj niechlujni dotąd stróże prawa
wracają do swojej roziskrzonej garderoby i spod ton lateksu wydobywają na wierzch drabinki.
Dla nich dzień jeszcze się nie skończył.
Wręcz przeciwnie!
Oni dopiero teraz zaznać muszą życia.

A to publikuję tak dla pamięci.

Że była kiedyś inna rzeczywistość.
I chociaż moje aspiracje i horyzonty w pełni mieszczą się w obecnych granicach,
to jednak w głębi duszy pamiętam,
że swego czasu, wraz z Braćmi: Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami,
tworzyliśmy Wspólne Dzieło, które skutecznie krzyżowało plany moskiewskich imperatorów.
P.S.: A i Tatarzy się ucieszą z tych moich wspominków… 🙂

Którędy droga?

Zanim zniknie muszę spojrzeć na zegarek.
Tu rządzi teoria względności.
Wystarczy, że przez chwilę nasze spojrzenia się nie zgrają,
to Ty będziesz wiecznie młoda,
a ja, w mgnieniu oka, zostanę starcem.
Podobno czasoprzestrzenne kontinuum,
to wielka sala rozświetlana blaskiem teraźniejszości.
I w zasadzie wszystko można przewidzieć,
kłopot jedynie w tym,
że nikt nam nie podał rozkładu.

Byty!

Niech to będą Pobyty,
I dzięki nim niech będę… Obyty,
A po śmierci… Przebyty,
I oby tylko rajskie takie były…

A nie jakieś tam… Odbyty,
Piekielne,
Tylne,
I czarne,
Upstrzone bolesnymi hemoroidami…
A fe…
🙂

Kocie Oczy.

Zawsze przeczuwałem, że koty mają w sobie coś z węży.
Słyszałem kiedyś opowieść o człowieku, który trzymał w domu pytona.
Przyrodnik ów był bardzo tolerancyjny dla swego pupila i nie zamykał go w terrarium.
Pyton ten przechadzał się więc swobodnie po jego mieszkaniu.
I każdego dnia rósł i robił się coraz większy.
Aż w końcu zaczął układać się przy łóżku swego chlebodawcy.
Pyton leżał i się nie poruszał.
(I trwało to całe godziny…)
Aż w końcu właściciel węża zaniepokoił się i poszedł do weterynarza.
Opowiedział lekarzowi swoją historię i… włosy stanęły mu dęba!
Medyk poradził mu by oddał swojego „pupila” do zoologicznego ogrodu,
Zdaniem eksperta wąż ów zyskał dojrzałość i zaczął porównywać swoją długość z rozmiarem potencjalnej ofiary…

Niedawno słyszałem podobną opinię o kotach.
Podobno jedyne co nas przed nimi ratuje, to ich niezbyt pokaźny rozmiar…

Twarz Pana Boga.

Ktoś namalował ją wieki temu na białej ścianie.
Pewnie nie rozumiał, że według Kościoła nikt nie powinien wiedzieć jak ona wygląda.
Zapewne nie był też świadom ów malarz tego,
że w natchnieniu mimowolnie skopiował wyobrażenie Greków o obliczu Zeusa.
A jednak powstała…
Twarz Pana Boga.
I dla wielu innych ludzi taka ona właśnie jest:
Twarz starszego mężczyzny zatroskanego losami Świata.

Kłopot tylko w tym, że do tego Ojca można dziś mieć całkiem sporo żalu i pretensji…

Cesarz.

Nigdy nie miałem zaszczytu poznać Najjaśniejszego Pana osobiście
ponieważ był łaskaw przejść do historii
zanim pojawiłem się na tym Świecie.
Po raz pierwszy spotkałem Najjaśniejszego Pana
w szkolnym podręczniku.
Pojawił się na stronie 126
w bardzo eleganckim mundurze z orderami i pióropuszem.
Stał na podeście i pozdrawiał żołnierzy idących na Wielką Wojnę.
Z tego co wiem, ta wojna stanowczo przerosła wyobrażenia Najjaśniejszego Pana.
W efekcie okoliczności zmusiły Jego Wysokość do abdykacji.
Wielka szkoda, że Najjaśniejszy Pan podjął tak radykalną decyzję,
a Moi Przodkowie znosić musieli terror pewnego wyjątkowo wrednego kaprala z niedorzecznym wąsikiem!
Ale czy mogę winić za to Cesarza?
🙂

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑