RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: blog (page 67 of 81)

Nawet w najświetniejszym zwycięstwie jest zalążek klęski.

Kiedy Polsko- Litewsko – Rusko – Tatarskie wojska pokonały Krzyżaków pod Grunwaldem, to Zwycięzcy aż trzy dni pozostawali na grunwaldzkich polach.
W tym czasie Krzyżacy zdołali zgromadzić (jak się później okazało),
dość sił, by Malborka nam nie oddać…
A kiedy Król Władysław Jagiełło, znów był bliski sukcesu,
to Litwini i inni nasi sojusznicy rozjechali się do swych ziem.
W rezultacie Król nie miał już dość sił, by wedrzeć się do zamku.
A rzecz cała skończyła się podpisaniem kompromisowego pokoju…

I czyż nie jest z nami tak do dziś?!

CZYTAJ DALEJ

Religie – światopoglądy – O co w tym wszystkim chodzi?

Muzułmanie twierdzą, że ich wizja Świata jest najlepsza,
Chrześcijanie, choć łagodniej, mówią dokładnie to samo.
Buddyści też wiedzą swoje…
I wiele, wiele, wiele innych wyznaniowych związków,
a nawet sekt,
było (i jest), podobnego zdania.
I więcej!
Nawet komuniści uważali swoją wizję za zbawczą.
A tu nagle klops!
Ani muzułmanie, ani chrześcijanie, ani buddyści, ani nawet komuniści,
choć mieli takie aspiracje i choć byli o tym przekonani,
nie byli w stanie stworzyć propozycji, która objęła by wszystkich ludzi.
O co więc w tym wszystkim chodzi?
CZYTAJ DALEJ

Do buntu! Do buntu!.

Do buntu przeciw „oburzonym”.
Do buntu przeciwko „antysystemowcom”.
Do Buntu przeciw tym, co się uważają za powołanych do oceniania,
kto prawdziwy, a kto „nieprawdziwy Polak”!
Do buntu przeciw ludziom małym,
Do buntu przeciw ludziom pokurczonym.
Do buntu przeciw tym, co nie wierzą, że:
Korony i Buławy WSZYSCY MAMY w plecakach!
Do takiego buntu podżegał będę i zawsze i wszędzie!
Bom syn jest Rzeczypospolitej nieodrodny!
A więc obce i OBRZYDLIWIE mi są wszelkie
stadne i niewolne ciągoty.

Miś.

Nie powinien się wychylać z plecaczka, bo wypadnie.
Nie powinien się odzywać, bo ktoś się zorientuje, że żyje.
A jednak Miś to zrobił:
Wychylił się z plecaczka i wypadł,
A później wykrzyczał wszystko, co wiedział.

Ale znowu nikt tego nie usłyszał.
Jego krzyk zagłuszył tramwaj.
A chwilę utraty przesłoniła opowieść koleżanki.

I tylko małe dziecko pochyliło się nad Misiem.
Płaczem przekonało mamę, że trzeba go wziąć.

I tak to Miś zaczął żyć od nowa…

Bo tak naprawdę każdy Miś ma swoją historię.
Ale nie zna jej nikt…
(Nawet on sam!)
Jej końcem jest upadek, a początkiem jest pralka…

 

Mistrz.

Usiadł na krawędzi skały.
Jego nogi swobodnie zwisały nad przepaścią.
Jego tułów wychylał się ku bezpiecznej ziemi.
A nad tym wszystkim panowała głowa.
I to w jego głowie miał się dokonać wybór.
Mistrz trwał w tej pozie przez wiele godzin.
Dookoła zapadła niezwykła cisza.
Słońce, jak zawsze, przesuwało się po nieboskłonie.
Drzewa z mozołem budowały kolejne słoje.
Ludzie rankiem szli do pracy,
A wieczorem wracali do domów.
Nocą w oknach pojawiały się światła.
Ulicami zaś krążyły taksówki i autobusy.
Do portów zmierzały okręty.
A nad planetą unosiły się satelity…

Nagle Mistrz drgnął.
Wziął głęboki oddech.
Jego nogi łukiem wygięły się ku przepaści.
A tułów przywarł twardo do ziemi…
Wtedy właśnie głowa Mistrza dotknęła piasku.
Piasek...” – pomyślał Mistrz. – „Gdybym teraz pozostał na tym piasku, mogło by się okazać, że niczego nie osiągnąłem.
Czegóż jednak mógłbym dokonać, spadając w dół, nogami do przodu?
– powiedział Mistrz i spojrzał w górę…
A wysoko na niebie unosił się klucz dzikich gęsi.
Ich krzyk był tak głośny, że jak igła przeszył serce Mistrza.
Powstał więc Mistrz z ziemi i stanął pewnie na skalistym gruncie.
A teraz będę szedł. I kiedy będę szedł, nie zagrozi mi ani dojmująca cisza, ani zwątpienie, ani śmierć…

Tunezja, Kuwejt, Francja. Jeden wielki koszmar.

I znowu to samo.
Koszmar się pogłębia.
Ludzie wypoczywają na plaży i nagle wpadają tam bestie i mordują niewinnych.
Mordują z zimną krwią dla jakichś religijnych mrzonek.
Nic z tego nie rozumiem. NIE ROZUMIEM!
Jesteśmy chyba bardzo podłymi istotami, skoro potrafimy zabijać się wzajemnie dla jakichś opowieści.
Przychodzi jakiś podżegacz.
Szepce do ucha jakieś brednie.
Szantażuje emocjonalnie i nagle trach!
Wychodzi ktoś na ulicę.
Przypina pas.
Bierze karabin do ręki i… ZABIJA.
Tak, jesteśmy w kryzysie.
W BARDZO GŁĘBOKIM KRYZYSIE.

Byłem na Węgrzech.

I wcale się nie dziwię, że Nasi Przodkowie tak chętnie odwiedzali Bratanków Madziarów. 🙂
Czy ktoś z Państwa był nad Balatonem o tej porze roku?
CZYTAJ DALEJ

Nie ma nic pierwszego.

Bo to, co zdaje Ci się, że jest pierwsze,
Z pewnością było już w Egipcie,
Albo było i w Rzymie.
(I mogło być też i w Afryce, choć o tym oczywiście nikt nic nie wie…).
A zatem zamiast skupiać się na wynajdywaniu uogólnień,
Poszukaj raczej szczegółów…
Ich nikt nie jest w stanie powielić,
A siłę mają ogromną:
Czasem w jednym szczególe tkwić może opis całego Wszechświata.
🙂

Giez.

Jakiż on był bury,
Gdy dostać się chciał do mojej skóry.
Giez miał siłę,
Lecz ja inteligencję.
Pod laczkiem więc
Skończyły się jego pretensje…
🙂

Sens życia.

Jeżeli udało Ci się zrozumieć dziś choć jedną, małą rzecz,
To znaczy, że ten dzień nie był stracony.

A jeśli uważasz, że tego rodzaju prawdy są banalne,
To jest mi naprawdę bardzo przykro,
Bo musisz się strasznie męczyć w tak banalnym Świecie.
🙂

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑