Na początku Naszych państwowych dziejów Chrześcijaństwo Zachodnie było czynnikiem bardzo pozytywnym i modernizującym.
To ono wprowadziło Nas w światowy krwiobieg kultury.

Z tego też wypłynęło wiele korzyści, czego najlepszym dowodem był wysoki potencjał społeczny, kulturalny i organizacyjny Królestwa Polskiego z czasów, sprzed Unii z Wielkim Księstwem Litewskim.
(Choć oczywiście trochę żal, że tak mało pozostało Nam informacji o Naszych przedchrześcijańskich systemach wierzeń, o tradycjach, o znaczeniu obrzędów itd. – choćby w formie spisanych mitów i baśni. – No cóż, ale taka jest cena tej przemiany.)
Rolę Kościoła, w dobie największego rozkwitu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w czasach renesansu, przemilczę, bo musiałbym grubo i długo  kląć – tak była hamująca, haniebna i w gruncie rzeczy bardzo dla Nas szkodliwa.
Pominę też – z tego samego powodu – rolę Kościoła w czasach Konstytucji 3 Maja – bo to też ogromna plama i hańba!
Pochwalę natomiast postawę wielu katolickich duchowych (choć nie całej hierarchii!), w dobie zaborów, wojen, hitlerowskiej okupacji i komunizmu.
Nie mogę się natomiast pogodzić z tym, co Kościół robi obecnie – bo jego teraźniejsza postawa – jego pazerność i zawłaszczanie publicznej przestrzeni, buta biskupów i głęboka pogarda dla prestiżu Niepodległego Państwa Polskiego, a także bezczelne próby zamiatania win i przestępstw duchowieństwa pod dywan – bardzo przypomina mi zachowania Kościoła w dobie Renesansu. Dziś Polska znowu może się rozwijać, ale kościelny monolit, wisi jak kamień u nogi i znowu zdaje się mówić: nie.
To smutne i przykre!
Jaka więc jest rola Katolickiego Kościoła w Polsce?
I czy jest on nam w ogóle do czegoś potrzebny?
Myślę, że jednak jest, ale dopiero po gruntownym, wewnętrznym OCZYSZCZENIU i redukcji grubej, liczebnej nadwyżki księży.
A to oczyszczenie już się zbliża, bo ludzie mają dość przewin, bezczelnego i niepoważnego ich traktowania.
Przestają zatem chodzić do kościoła i wspierać tę przyciężką strukturę.
To z kolei, z czasem, doprowadzi do konieczności swoistej „redukcji etatów”.
Ja, natomiast, mam szczerą nadzieję, że takiej redukcji towarzyszyć będzie wzrost jakości duszpasterskiej pracy, że księża zaczną wreszcie się starać i rzeczywiście będą wspierać wszystkich tych, którzy tego potrzebują.
A w dzisiejszym, coraz mocniej pogubionym Świecie, prawdziwe chrześcijańskie wartości są ludziom naprawdę bardzo potrzebne.
Ludzie bowiem zawsze potrzebować będą: uczciwości, miłości, wybaczenia, miłosierdzia i wymagającej dobroci – czyli wszystkich tych moralnych drogowskazów, które głosił i za które zginął Pan Jezus.
A co ze „zredukowanymi” księżmi”?
Otóż to bardzo proste: powinni zostać skierowani w te rejony Świata, gdzie dzieje się naprawdę źle. Powinni zostać skierowani tam, gdzie szerzy się śmierć i zwątpienie. Tam będą naprawdę potrzebni. I być może, tam też, odkryją prawdziwy sens swojego życia.
Bo z pewnością nie jest nim siedzenie na „tłustych” polskich parafiach.