RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: sarmacja (page 45 of 79)

Mężczyźni to ludzie z definicji niepełnosprawni.

Żaden mężczyzna, choćby i stanął na głowie, nie urodzi dziecka.
Kobieta natomiast ma taką możliwość.
Nie jest więc mężczyzna pełnosprawnym człowiekiem.
🙂

Bijatyka w starym porcie.

Czyli ostatnia tegoroczna morska opowieść.

Doprawdy nie jestem pewien kto zaczął,
ani o co poszło…
Sto Gdańskich Guldenów dam też temu, kto mi powie
z jakiej przyczyny ciężki szklany kufel wylądował na mej głowie?!
A może jednak nie szukam na te pytania odpowiedzi,
bo zastanowić bym się musiał, co też we mnie siedzi?
🙂

Kometa.

Nikt nie zaprzeczy,
że kometą mogła być Betlejemska Gwiazda.
Nikt też podważyć nie może faktu,
że przez komety na Ziemi powstać mogło życie…

Ja natomiast cały czas się zastanawiam,
czy kogoś, kto odchodzi i powraca,
nazwać można wiernym?
Czy też raczej skupić się trzeba na tym czasie,
kiedy po prostu z nami Jej tu nie ma…?

 

Siła i moc tradycji.

Nie jest istotne to skąd pochodzisz,
ani to przez jakie gesty i znaki się wyraża.
Najważniejsze, żebyś ją miał.
Siła tradycji wynika przecież z ludzkiej potrzeby pamiętania.
I dobrze jest uzupełnić własną wiedzę,
jeśli twoja tradycja staje się zbiorem nonsensownych zachowań.
Nie martw się też,
jeśli twoje dzieci pewnego dnia zbuntują się przeciw niej.
To całkiem normalne!
Pamiętasz przecież dobrze, jak drażnił cię kiedyś twój własny ojciec… 🙂
I właśnie wtedy (jeśli się tak stanie), musisz wytrwać!
Nawet, jeżeli nie masz całkowitej pewności.
Bo to jest twój moment po temu,
byś stał się żywym jej świadectwem…

A jeśli twoja tradycja ma swoje cienie,
Jeżeli wiąże się z czyjąś krzywdą,
Wtedy nie wahaj się – i ją zmień!
Masz do tego takie samo prawo,
Jak twój ojciec,
Albo twój dziad!
Przecież, dalibóg, tłustoczwartkowe pączki nie zawsze były takie słodkie!
🙂

Rewolucja.

Każda z nich zaczyna się pod pięknymi hasłami i przesłankami.
Każda z nich twierdzi, że jest jedyna i „ta właściwa”.
Każda zmusza ludzi do uległości.
Za sprzeciwem zaś podąża śmierć…

Gdyby to ode mnie zależało,
wprowadziłbym obligatoryjny wymóg:
Jeśli pragniesz rewolucji, oszacuj jej skutki.
WSZYSTKIE…

Miłość.

Można ją kojarzyć z chemią.
Można z konkretną osobą.
Można z miejscami.

Ja jednak nie wierzę, że to takie proste.

Uważam, że miłość to ważna część nas samych.
Jedni mają ją w sobie i nie potrzebują nikogo innego.
Inni pragną jej tak bardzo, że nie szanują samych siebie.
Większość jednak jest gdzieś pośrodku.
I to z tych związków rodzą się zdrowe dzieci.

O plażowych parawanach… z większym zrozumieniem. :-)

W dawnej sarmackiej Rzeczypospolitej było tak, że jak szlachcic wznosił dwór, a miał mało ziemi, to budował dworek w dolinie, by po wyjrzeniu z ganku widzieć tylko własne włości.
Jeśli miał ziemi więcej, to budował dwór na wzgórzu, by wychodząc z niego, z dumą obserwować swe niezmierzone bogactwo.

Może więc z tymi plażowymi parawanami jest podobnie?
Może nadal pragniemy widzieć tylko to, co nasze.
Nawet nad szerokim, polskim morzem…
🙂

Dziś Rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku.

Z tej okazji uczcijmy pamięć Wszystkich Uczestników wojennej batalii,
która ocaliła Polskę i Europę w swoim kulturowym kształcie.
Cześć Ich Pamięci!
Z okazji Święta Wojska Polskiego,
składam Wszystkim Polskim Żołnierzom,
wyrazy mojego najwyższego uszanowania!

Misja Nikkondaha – część III.

Vitallina ocknął się w kapsule. To właściwe słowo, bo on naprawdę się ocknął.
Najpierw  pomyślał, że jest w łazience, bo wszystko wokół niego było białe.
Pierwsze więc co zrobił, to się zeszczał.
Automatyka jednak precyzyjnie poradziła sobie z tym problemem.
Vitallina nie poczuł nawet zapachu moczu, tylko od razu woń lawendy.
Wtedy chłopak zrozumiał, że coś jest nie tak.
Spytał więc niepewnie:
– Gdzie ja jestem?
W tej sytuacji podjęto na Ziemi decyzję o częściowym ujawnieniu prawdy. W końcu teraz od Vitalliny zależało powodzenie misji.
– Na skutek pomyłki znalazłeś się w przestrzeni kosmicznej – odezwał się głos w jego kabinie. – Jesteśmy z ciebie dumni. Nie masz też powodu do obaw. Tak naprawdę tego rodzaju misje podobne są do jazdy autobusem, albo tramwajem. Nam zależy tylko na tym, abyś mówił nam na bieżąco co widzisz i co czujesz. Jeśli to zrobisz, zapewnisz sobie dostatnie życie do końca swoich dni.
Vitallina nie miał wątpliwości. Przystał na ten układ z ochotą. Dożywotni urlop, to było przecież coś o czym zawsze marzył.
– Ale nie wystawicie mnie do wiatru? – spytał pewnym siebie głosem.
– W tej kabinie i w naszym centrum, wszystkie rozmowy są nagrywane, a wszelkie zapewnienia mają moc umowy – zapewnił operator misji.
– Skoro tak, to jesteśmy umówieni. Zapytam tylko na ile?
– Operator usłyszał w słuchawce, że będzie to kwota 5. tysięcy dolarów miesięcznie wypłacana do końca życia Vitalliny.
I tę informację bezzwłocznie przekazał chłopakowi.
Vitallina stwierdził jednak, że interesuje go 6 tysięcy.
Operator zapewnił, że przekaże dowódcom jego propozycję.
Szefostwo zgodziło się od razu, ale poprosiło by przetrzymać negocjatora w niepewności aż czterdzieści pięć minut.
To wystarczyło by Vitallina ucieszył się z porozumienia.
Turkusowy okręt zajął docelową pozycję dwie godziny później.
W tym czasie stało się jednak coś nieprzewidzianego.
Kapitan Nikkondaha dowiedziawszy się co zaszło, wściekł się nie na żarty.
Kierownictwo jednak poleciło mu zachować gotowość.
Kapitan po rozmowie z przełożonymi poszedł do łazienki.
Umył twarz i spojrzał w lustro.
I wtedy oficer zobaczył siebie w mundurze admirała, a bezosobowy głos oświadczył, że ma dla niego propozycję.
Głos dobrze wiedział, że jego miejsce w statku zajął ktoś przypadkowy.
Zaproponował mu więc rolę przedstawiciela kosmitów na ziemi.

Kapitan rozumiał znaczenie słowa: zdrajca.
Zameldował więc o tym wydarzeniu przełożonym.
Przełożeni podejrzewając raczej załamanie nerwowe oficera, zaproponowali mu stałą dyskretną obserwację.
Lecz to, z czym mieli się zetknąć wkrótce przerosło ich przewidywania…
C.D.N.

Biała luka.

Odwiedziłem kiedyś twoje miasto.
I nie spodobało mi się to miejsce.
Usiadłem na parkowej ławeczce i nie mogłem się nadziwić.
Miałem chwilę czasu, więc postanowiłem pomyśleć.
Wy tego nie zrozumiecie, bo wasze myślenie wyceniono.
Za moje myślenie nikt mi nie zapłaci.
Mam więc nad wami poważną przewagę.
A zatem, zanim popadnę w depresję, postaram się dojść do jakichś wniosków.
Przede wszystkim martwi mnie ta ogromna biała plama unosząca się nad waszymi głowami.
Powiedzcie, czy widzicie sens nocnego wpatrywania się w niebo?
Nie?
(Tak właśnie myślałem!)
I teraz już jestem pewien, że ta wielka matowa przestrzeń nad waszymi głowami jest złodziejem.
Ona, mimo comiesięcznych wpłat na wasze konta, kradnie wam to, co najważniejsze:
Wasz czas.
Ale to nie wszystko.
Niska cena waszych powinności.
Niska wycena energii wysysanej z was bezkarnie,
powoduje, że z dnia na dzień jesteście słabsi,
a wielka matowa przestrzeń pęcznieje.
Bo ona jest jak rak,
pragnie byście jej nie zauważali,
pragnie rosnąć i nabudowywać się po horyzont.

Jestem jednak w pełni świadom,
że moja pobieżna obserwacja jest z gruntu niepełna.

Po prostu, z perspektywy parkowej ławeczki
trudno mi dostrzec dokąd tak naprawdę zmierza Pan Elon Musk…

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑