RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: robert gorczyński (page 52 of 84)

Trzewia wielkiej ryby.

Ogarniają sporą połać morskiej głębiny.
Szczególnie na starych mapach opisujących krańce Świata.
Tam trzewia wielkiej ryby z łatwością potrafią przesłaniać całe archipelagi.
A woda wokół nich jest spieniona.
One zaś mkną na zatracenie
Będąc postrachem dla mniej odważnych,
I pomniejszych matrosów.
Bo trzewia wielkiej ryby
To taka tajemnica,
Którą zgłębić mogą jedynie
Kolumbowie,
Magellanowie,
Kapitanowie Cookowie,
I wszyscy inni,
Którzy nie zadowalają się zwykłym strachem,
Ale wolą zobaczyć trzewia wielkiej ryby
Na własne oczy.

Rzeczpospolita.

Tam jest, gdzie są Polacy
Gotowi patrzeć prosto w oczy swoim sąsiadom.
Ale patrzeć prosto w oczy nie oznacza patrzeć z nienawiścią.
Nie oznacza spoglądać z wyrzutem.
Nie oznacza okazywać przewrażliwienia.
Patrzeć prosto w oczy, znaczy śmiać się z angielskich dowcipów,
Znaczy mieć włoski luz
I francuską manierę.
A maniera ta polega na tym,
Że ubiera się w polski, szlachecki kontusz,
Każdego napotkanego Francuza!
Lecz wtedy ze zdziwieniem usłyszymy,
Że tak właśnie zachowują się Polacy!
I wiem co mówię, bo byłem w Amsterdamie
Z czerwoną, krakowską rogatywką na głowie.

Czarna opowieść.

Opowieść tak ciemnia jak sam spód nocy,
Otoczona ciemnością tak smolistą, że nie wiadomo,
Czy przeciwległa ściana jest przed samym nosem,
Czy też trzy długie metry dalej.
(Znacie to uczucie?)

Ja poznałem je,
Kiedy zszedłem do podziemi.

Niemieckie bunkry wijąc się zygzakami,
Przyniosły mi ciemność prawdziwą.
Na szczęście tych, którzy je stworzyli,
Dawno już tam nie było,
(Bo nie wyobrażam sobie,
Aż tak wielkiej eskalacji!)

Poznałem ciemności więc,
Kiedy już nie żyły
A jednak
Ziemia pod nimi
Tak nasiąknięta była mazią,
Że sięgała aż do samych piekieł!

I wtedy zrozumiałem,
Że w dziwnych stworach z obrazów Hieronima Bosha
Nie ma niczego fascynującego,
A ich pozorne blaski,
To jedynie czar pokusy.

I tylko światło jest czyste,
A zły ma moc odbijania go
W tysiącu kolorowych kryształów.

Byle byś tylko szedł za nimi
Byle byś tylko patrzył.
Bo najwyższą ceną (i zyskiem jego), jest strata czasu.

Co powinno stać się z Hitlerem?

Gdyby go schwytano – KONIECZNIE ŻYWCEM,
Powinno się wynaleźć taką maszynę,
Która milimetr po milimetrze odcinałaby każdy kawałek jego ciała,
A z każdym odciętym milimetrem,
Powinno mu się czytać jedno nazwisko zamordowanego Żyda, Polaka, Cygana,
I każdego innego niewinnie zabitego.
Aż w jego groteskowych oczach pojawiłyby się łzy.
Tak – powinien on cierpieć srodze i gorzko płakać
Za to co rozpętał i co zrobił niewinnym ofiarom.

On i każdy jemu podobny morderca.

Święty.

On zawsze przychodzi z tej strony,
Z której nikt jego przyjścia się nie spodziewa.
I nie ma on szat złotych,
Nie ma koron,
Nie ma berła,
Ani jabłka,
Ani miecza.

I nie musi być on starcem siwym,
Wręcz przeciwnie!
Czasem bywa starą babą.

Jest tak, bo nikt z nas przecież nie wie,
Jak biegnie świętości promień,
I jaki jest zamysł Pana Boga.

Cień.

Niech nigdy nie wychodzi w dzień.
Niech nie pojawia się na ulicy.
Niech nie wchodzi do kościoła.
Niech nie wabi dziewcząt.
Niech nie kusi mężczyzn.
Niech zginie w pierwszych promieniach Słońca!
Niech nie wspierają go żadne stare drzewa!
I choćby kusiła je ułuda potęgi,
Niech im ktoś powie,
Że z cieniem walczyć trzeba!
A czerni unikać…
Wzrok wnosić należy do Nieba!

Wtedy Światłość na wszystkich spłynie,
A co złe jest,
W jednej chwili zginie…

Tak to już jest
Tak się dzieje
I tak się stanie…

C.D.N…
🙂

To Be.

Or not to Be?
That is the question!

Who answer me?!
Maybe Be?
🙂

Cień starego drzewa.

Rankiem, kiedy Słońce wstaje,
Cień starego drzewa jest najdłuższy.
Spytałem je kiedyś dlaczego?
Drzewo długo milczało.
Aż wreszcie, kiedy chciałem odejść,
Usłyszałem jego cichy głos:

Rankiem, kiedy Słońce wstaje Świat się odnawia.
I wszystko jest takie świeże:
Zieleń traw,
Czerwień kwiatów,
Błękit wody,
Wszystko śpiewa pieśń do Nieba.
Ja zaś jestem tylko starym drzewem,
Które rzuca długi cień.
I zazdrością
I z wyższością
Patrzę na nie.

Na to wszystko, co się pnie,
Rzucam wtedy długi cień…

Niech przystaną!
Niech zwątpienia przyjdzie chwila,
W to, że zawsze będzie dzień…

 

 

Żuraw na Motławie.

Tylko człowiek może tworzyć takie cacka
Do podnoszenia w górę beczek piwa…
🙂

Staropolska karczma.

Jeśli ktoś myśli, że się tu naje i prześpi,
Ten jest w błędzie!
Mniej myli się ktoś, kto zakłada,
Że przetrwa noc.
Ale to tylko lekko mniej naiwne założenie.
Nie można przecież noc całą drzemać z szablą w garści…
🙂

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑