RobertGorczyński.pl

Widzę Myślę Piszę

Tag: sarmacja (page 46 of 79)

Kot w kosmosie.

Pominąwszy ryk silników, który wprawił Kota w prawdziwe osłupienie,
początek lotu nie był aż tak okropny.
Fajne były wszystkie te migoczące kontrolki i przełączniki!
Kotu aż chciało się je drapać!
Szybko jednak zapomniał o tym,
bo wtedy zachwyciła go nieważkość!
Wyobrażacie sobie latające Koty?!
On też sobie tego nie wyobrażał!
A jednak latał…

Wtedy Kot pomyślał sobie,
że to bardzo niesprawiedliwe:
NIE MÓC LATAĆ!
Ilu ryb nie można złowić?
Ilu motków wełny nie można ukraść?
Ilu myszy nie można schwytać?
Do ilu miejsc nie da się ot tak po prostu zajrzeć?

I wtedy Kot zasnął…
(bo to też się często Kotom zdarza.. 🙂
A kiedy spał,
Rakieta wyhamowała,
Zawróciła i miękko opadła na oceaniczne wody…

Kot ocknął się,
I znowu było tak samo:
Podano mu mleko,
Przyniesiono aromatyczną karmę,
Pogłaskano
I ułożono go w miękkim koszyku…

Wówczas Kotu zdało się,
że nigdzie nie był,
a wszystko to, co widział
Było tylko JEGO kolejnym snem… 🙂

Ale czy tak to właśnie jest?
(Doprawdy?!)
Opowiedz… Be 🙂

Duch ze Światła i Pary.

Nie poruszają mnie wasze długie przemowy!
Nie chcę czekać na coś, co i tak się nie zdarzy!
Zachowajcie sobie swoje obietnice dla siebie.
Już was nigdy nie wpuszczę tam,
Gdzie rodzą się moje marzenia!
Odtąd ja tylko mówić będę!
Ja znać będę prawdy.
I znajdę w sobie siłę.

Jak długo to potrwa?
Nie wiem.
Wiem tylko jedno:
Jestem teraz jak Wszechświat,
Który się odrodził.
Jestem jak zamęt pierwotny,
Jak najwyższa skala!
I dźwięku
I tonu

Teraz znów patrzę w siebie.
I odnajduję swoje sny.
I jestem wewnętrznie niecierpliwy.
Jak prąd życia.
Jak tamten Duch ze Światła i Pary,
Tamten, który wierzył w swoją twórczą moc!

Korsarze.

Jeśli nie dopłynę do tego portu,
To zginie cała moja załoga!
Przypinam więc rapier do pasa
I wychodzę na pokład.
A tam?!
(Do stu tysięcy kartaczy!)
Znów leje się woda!
I zmywa zeń mojego najmłodszego majtka.
Rozkazuję zatem twardo, by go wyłowiono!
Zaprawiona (Moja Załoga!), dobrze wie co ma robić!
I wkrótce majtek (Na ich rękach!), wypływa z tej toni.
A kiedy jest już na pokładzie,
Ślubuje mi dozgonną wierność.
(I tak właśnie dobiera się załogi!).
Ale nie czas na sentymenty,
Bo na morzu nigdy na to czasu nie ma!
Tu fala za falą płynie,
A kto o tym nie pomni,
Ten ginie!
Staję więc na mostku
I jasne wydaję rozkazy!
A tam na pokładzie…
(Duch ich dumą mnie napawa!)
Wszyscy z zapałem czynią to, co do nich należy.
Na deskach widzę też i majtka
Który kiedyś przecież zostać może:
Hardym,
Wielkim,
(I jak sądzę…), sławnym Kapitanem!

Mam tylko wielką nadzieję,
Że dzień swego ocalenia
Na zawsze dobrze zapamięta.

Moje USZANOWANIE dla WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW I DOWÓDCÓW POWSTANIA WARSZAWSKIEGO!

Niech Ich Postawa, Bohaterstwo i Poświęcenie 
Będą dla Nas Przykładem!

Ja osobiście uczczę Pamięć Powstania,
Jego Uczestników i Dowódców,
tym, że wepnę sobie w klapę
Orła Białego z Koroną.

Nie poważę się natomiast na taką 
BEZCZELNOŚĆ (!)
By nosić Znak Polski Walczącej.

DLA MNIE ZASADA JEST PROSTA:
NIE WALCZYŁEŚ W POWSTANIU 
NIE MASZ PRAWA NOSIĆ TEGO ZNAKU.
No chyba, że z klauzulą:
PAMIĘTAMY.

Dla mnie, 
Człowieka, który był nastolatkiem w latach 80. i 90.
ORZEŁ BIAŁY W KORONIE (szczególnie ten z 1918 roku) 
BYŁ ZNAKIEM OPORU PRZECIW KOMUNIE 
I WALKI O NIEPODLEGŁOŚĆ RZECZYPOSPOLITEJ .
BYŁ ZNAKIEM, Z KTÓRYM SIĘ IDENTYFIKOWALIŚMY!

Ale nikt z nas się nie poważył na to,
by n
osić Znak Polski Walczącej 
nie będąc Warszawskim Powstańcem!

A to co się teraz dzieje,
TO PO PROSTU UPADEK JEST I DNO!

Wyrażam wielkie uznanie dla Pana Szewacha Weissa.

Dla byłego Ambasadora Izraela w Polsce
za to co powiedział o zbrodni w Auschwitz
(dziś wieczór na antenie TVP Info),
a szczególnie o odbiorze tej niebywałej zbrodni w Świecie.
I w tym kontekście jestem wstrząśnięty tym, że jakieś środowiska w Niemczech próbują uczynić z Nas – Polaków
– OGÓLNIE – współwinnymi ich nazistowskich zbrodni względem Narodu Żydowskiego!
Ja doskonale wiem, że między nami – Polakami – byli i szmalcownicy i ci, którzy podpalali szopę w Jedwabnem!
Ale TO NIE MY POLACY ZBUDOWALIŚMY OBOZY TYPU AUSCHWITZ.
Nie my – tylko Wy – Niemcy!
My natomiast – W MUNDURACH Z ORŁAMI W KORONACH I ROGATYWKAMI NA GŁOWACH,
JAKO PIERWSI POWIEDZIELIŚMY HITLEROWI NIE!
MY W WARSZAWIE ROZPOCZĘLIŚMY PRZECIW WAM POWSTANIE!
A WCZEŚNIEJ TO SAMO ZROBILI ŻYDZI Z WARSZAWSKIEGO GETTA.
I przyznam, że się TERAZ SZCZERZE NA WAS NIEMCACH ZAWIODŁEM,
BO DO TEJ PORY MYŚLAŁEM, ŻE WY NIEMCY – w odróżnieniu do postsowieckich Rosjan,
UMIELIŚCIE PRZYZNAĆ SIĘ DO SWYCH WIN.
I WIELKA SZKODA, ŻE TAK NIE JEST.

WIELKA SZKODA!

Robert Gorczyński 
Bliski Krewny Wysokiego Oficera 
Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie
i Oficera Wielkopolskiego Powstania.

Wielkie PODZIĘKOWANIA dla Papieża Franciszka, Wszystkich Organizatorów i Uczestników Światowych Dni Młodzieży.

Z wielką uwagą śledziłem przebieg Światowych Dni Młodzieży w Rzeczypospolitej.
I jestem pod ogromnym wrażeniem niezwykłej atmosfery i wartości tego wydarzenia.
Z uwagą słuchałem słów Papieża,
szczególnie podczas wizyty na Zamku Królewskim na Wawelu,
i podczas licznych spotkań z młodzieżą.
Jestem też pod ogromnym wrażeniem ciszy, szacunku i skupienia
w trakcie wizyty Papieża w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Auschwitz.
Jestem również szczerze przejęty zaangażowaniem wszystkich Osób udzielających się przy organizacji Światowych Dni Młodzieży.
Wielki Szacunek i Honor oddaję także Oficerom Służb zabezpieczających i Funkcjonariuszom Policji 
za Ich OFIARNĄ I NA SZCZĘŚCIE NIEWIDOCZNĄ SŁUŻBĘ! 🙂

Mam też nadzieję, że polscy BISKUPI I KSIĘŻA,
którym Ojciec Święty Franciszek 
po pastersku PRZYGADAŁ
za ich butę i kompletne nieliczenie się z dobrymi oczekiwaniami i potrzebami

Obywateli Rzeczypospolitej (szczególnie tych najuboższych!),
[że polscy biskupi i księża], ZROZUMIELI CO OJCIEC ŚWIĘTY FRANCISZEK DO NICH MÓWI,
I ŻE WRESZCIE SIĘ POPRAWIĄ!

Taką mam nadzieję. 

Szczerze wzruszony

Robert Gorczyński 
Obywatel Rzeczypospolitej,
Człowiek głęboko zawstydzony przykładem Pana Jezusa.

P.S.: I oczywiście WIELKIE WYRAZY UZNANIA dla kunsztu
Wszystkich Jednostek Reprezentacyjnych Wojska Polskiego!

To (jak zawsze!), piękna Wizytówka Rzeczypospolitej.  🙂

Trzecia bajka dla Be.

(Czyli najgłębsza tajemnica Czarownicy)

Czarownica szła ulicami miasta.
Bacznie przyglądała się ludziom.
Szczególnie tym o zasępionym spojrzeniu.
Miała mnóstwo pracy, bo było ich wielu.
Na pierwszy rzut oka odrzucała tych,
którzy mieli zbyt mało pieniędzy by czuć radość życia.
Ich spojrzenie było po prostu zmęczone, a rozmowy dotyczyły opóźnień i komunikacyjnych awarii.
Po wstępnej analizie odrzucała też zawiedzionych kochanków.
Ich spojrzenia były błędne, ale motywy oczywiste:
Idealna Dziewczyna. Idealny Chłopak.
Ich odlot był więc nader zrozumiały…
Najbardziej Czarownicę intrygowały samotne postaci w niezwykłych strojach i w dziwnych fryzurach.
I to one miały coś do powiedzenia!
Czaiła się więc Czarownica za rogami ulic i śledziła, gdzie idą…
A odwiedzały one bardzo dziwne miejsca.
Czasem takie, które szokowały nawet wiedźmę!
Czarownica jednak nie odpuszczała.
Chciała doskonalić swój kunszt.
Pragnęła też zyskać nowe eliksiry.

A co było dla niej najbardziej fascynujące?
A to, że najbardziej niezwykłe miejsca eksplorowała zawsze w towarzystwie kobiet,
A najmocniejsze eliksiry wypływały wprost z ich kochających się ciał…

Druga Bajka dla Be.

(Dla tej dorosłej Be 🙂 )

A kiedy gwiazdy wzeszły,
to tańczyła bardzo długo.
Najpierw zdawało się Jej,
że to tylko zabawa,
ale wkrótce zrozumiała,
że to coś znacznie więcej…
I wtedy pojawił się pierrot.
Taki zabawny Stańczyk,
który pokiwał Czarownicy kolorową czapeczką z dzwoneczkami.
I poszła za nim.
Zazwyczaj była rozsądna,
ale teraz dała się prowadzić za rękę.
Poszli więc ulicami pewnego Starego Miasta,
pod murami Królewskiego Zamku,
aż trafili nad brzeg rzeki.
(Tej z bardzo bystrą wodą!).
Wtedy Czarownica spojrzała w jej nurt
i doznała olśnienia:
Była bardzo daleko.
W wielkim pałacu ze stoma tysiącami złotych kolumn.
Teraz stała w tłumie dworzan,
którzy w pysznych strojach witali swego Króla,
I nagle zrozumiała, że to właśnie Ona jest tak witana!

Skłoniła się więc im głęboko,
a oni z szacunkiem zrobili to samo.
Wtedy Stańczyk znowu pokiwał głową.
Zadzwonił dzwoneczkiem
i wróciła Czarownica do swojego domu.

Lecz nie był to taki zwykły sobie wieczór,
a Ona dobrze wiedziała, że wszystko to zdarzyło się naprawdę.
Wiedziała też, że pierrot wkrótce odwiedzi Ją znowu…
🙂

 

Pierwsza Bajka dla Be.

(Tylko dla dorosłej Be 🙂 )
Była sobie raz Czarownica. Miała mały domek na kurzej stópce.
Miała w nim małą kuchnię z odlotową wysepką
i duży wygodny pokój z wielką kanapą.
I choć nikt o tym nie wiedział,
Ona bardzo lubiła w piątkowe wieczory
siadać na tej kanapie i z drinczkiem w ręku wgapiać się w swoją szklaną kulę.
A wtedy ta kula stawała się różowa – tak jak Jej policzki.
Co tam widziała?
Jedni mówią, że nagiego mężczyznę na koniu i bez zbroi,
A inni prawią, że tańczące rusałki…
I może dlatego ludzie nie mają co do tego pewności,
że owa Czarownica była prawdziwą kobietą…
🙂

Królewski Galeon Smok.

Niech płynie!
Niech będzie nadzieją.
Jak wielka Nawa,
Wielki galeon pod pełnymi żaglami.
Niechaj przed smoczym galionem ukażą się nowe kontynenty!
A marynarzy niech nigdy nie opuszcza nadzieja,
(Kapitan zaś niech nie traci rozumu!)

Bo nadzieja jest jak żagiel,
A trzeźwy osąd, jak twarda deska pokładu.

Jeden zapewnia lot,
A drugi bezpieczeństwo.

Older posts Newer posts

© 2026 RobertGorczyński.pl

Designe By ilonaDESIGNGóra ↑